Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 października 2018

Spotkanie z Idolką - Agnieszka Chylińska.

Czołgiem ludzie!

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o wyjątkowym dla mnie dniu, który odbył się 27.10.2018r., także zapraszam na artystyczno-pisemną recenzję tego właśnie dnia.

Jakiś czas temu, na tym blogu, jak jeszcze nie był poświęcony rysowaniu, pisałam o tym, że chciałabym wybrać się do Warszawy (KLIKNIJ TUTAJ ABY PRZECZYTAĆ), ale samotna podróż mnie przeraża, jednak na ostatnią chwilę zdecydowałam się, że warto przeciwstawiać się lękom i postanowiłam pojechać właśnie w sobotę do Warszawy. 

Zdjęcie z 2015 roku.
Sama. Celem podróży było spotkanie autorskie z moją Idolką - Agnieszką Chylińską na premierze płyty ,,Pink Punk" w Warszawskim Empiku. Wstyd się przyznać, ale przed samym spotkaniem widziałam tylko raz teledysk do piosenki ,,Mam zły dzień", ponieważ nie miałam zbytnio czasu, a płytę kupiłam dopiero w Złotych Tarasach, odsłuchuje dopiero teraz. Jako, że cierpię na chorobę lokomocyjną wybrałam podróż słynnym pedolino (czyt. pendolino (oczywiście z dystansem do siebie:)), aby jak mniej znieść katuszy. Podróż trwała jakieś 2 i pół godziny (z Tczewa), naprawdę nie dało się tego odczuć.
Z Jarkiem
Kabaret ,,Zachodni

Na spotkaniu było z 200 osób, scena była przyozdobiona rzeczami z teledysku, a ta klatka w której Agnieszka się mieści, to jest taka mała, że nie wiem, jak Ona tam wlazła.  Ogółem poznałam wiele osób, których nie widziałam masę lat i mają podobne muzyczne zainteresowanie. Jak dla mnie bomba.



No i jeśli chodzi o artystyczne przesłanie tego dnia, to chciałam Agnieszce dać do podpisu dwa moje rysunki. Jeden związany z płytą ,,Forever Child", a drugi z nową płyta ,,Pink Punk", a właściwie okładką. Jeden z nich jest podpisany dla Julki, małej fanki, córki mojej kuzynki. Taki mały prezent, na pewno się ucieszy :).





 Chciałabym Wam też dwa zdjęcia z samą Agnieszką (dziwne jest to, że pisząc to zdanie właśnie spadło ze ściany moje zdjęcie z Agnieszką z 2015 roku... przypadek? Nie sądzę..)

Wywiązał się ciekawy dialog:
- Zróbmy głupie miny
A.Ch - Ja zawsze mam głupią minę

Agnieszka podpisuje moje rysunki


A na końcu małe przedstawienie płyty Agnieszki:

Obie płyty podpisane!


Podsumowując...to nie było moje pierwsze spotkanie, trzy lata temu byłam na podobnym (zdjęcie po prawej stronie bloga), ale na pewno było warto, chociażby dla samych marzeń. Na pewno nie ominę już spotkań z Agnieszką. Pamiętajcie jedno...

Marzenia się nie spełniają
Marzenia się spełnia!







DO NAMALOWANIA!

POZDRAWIAM
BEATRYCZE


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sprzedam majtki i rabarbar. #17

Czołgiem ludzie.

Dzisiaj mam dzień lenia, po wczorajszym dniu mam dosyć wszystkiego i postanowiłam sobie zrobić freedom. Miałam też rysować, ale mi się nie chcę. Muszę się kopnąć w dupę, bo jest już osiemnasta, a ja nienawidzę marnować czasu. Chociaż to robię i cały obłęd w tym właśnie moim życiowym kole.

Co u mnie? Oprócz tego, że odwiedziłam ZNOWU parę razy jeziorko, nauczyłam się lepiej pływać, a moja piłka z chińczyka za 25 złotych jeszcze o dziwo trzyma, postanowiłam zrobić coś czego jeszcze nie zrobiłam. Zacznijmy od tego, że obaliłam rekord jazdy na rolkach, albo w moim wydaniu na lolkach (pozdrawiam wszystkich tych, co nie wymawiają literki ,,R" i nienawidzą słów rower, czy rabarbar). Do teraz mam odciski na stopach i plaster na plasterku, ale dzisiaj wieczorem znowu sobie wsiądę, ale na jakieś 20-30 minut. (edit: jednak mojej leniwej dupie się nie chciało).
Jestem z siebie bardzo dumna, bo to takie moje małe osiągnięcie sportowe, tym bardziej w tym upale. Ile przejechałam, nie wiem, ale ludzie nawet tyle nie chodzą, bo używają miejskich autobusów. Więc chyba dużo.

A no i chciałam Wam opowiedzieć o warsztatach, na które chodzę. Super sprawa, ponieważ uczą tam rysunku od podstaw, a i jest coś dla tych bardziej nauczonych.
Ja się czuję tak na środku. Przedstawiam Państwu książeczkę, z  której każdy nowy i nie nowy uczeń rysunku może się czegoś nauczyć. Portrety, zwierzęta, krajobraz...tu jest wszystko! Naprawdę polecam, ja książkę dostałam za darmo, ale można ją kupić w Empiku. Kiedyś o niej opowiem więcej, jak poświęcę cały post rysowaniu.

Byłam też na koncercie disco polo. Fanką nie jestem, ale dla Sławomira to mogłam pojechać no nie? :D Faktycznie zdałam sobie sprawę, że znam masę piosenek, ale nie umiem ich połączyć z wykonawcami.

No i w tym roku tradycyjnie odwiedziłam też Jarmark Dominikański i jak zwykle zastanawiam się, jak można kupować takie ,,cosie". Ogólnie owy Jarmark charakteryzuje się tym, że jest to miejsce dla kolekcjonerów, fanów dziwnego niezidentyfikowanego jedzenia i antyków, jednak prócz klasyków na głównym jarmarku, jak jakieś koszulki, porcelana, czy książki, idąc na pchli targ można było znaleźć wszystko, co u mnie w domu wylądowałoby w śmietniku.
Osobiście dziwie się, że ktokolwiek to kupuje (o ile kupuje, ale po coś tam stoją), może nie rozumiem fenomenu góralskich kapci na pomorzu, ale powiedzcie mi jak można kupić stary antyczny wózek dla lalek bez dwóch kół za 3 tysiące słotych, starą pękniętą ozdobę choinkową w sierpniu, czy może drzwi za 800 zł zniszczone tak bardzo, że nie nadają się do wchodzenia. Ani wychodzenia, żeby jasność była. No i do nikogo słynnego nie należały.  Hitem była jednak muszla klozetowa z popękaną deską i lalka dziecięca bez oczu, włosów i ręki. Zasadniczo ja bym to wszystko wzięła i wywaliła na śmietnik.
O ile faktycznie rozumiem fenomen zbierania płyt winylowych, starych monet, ciuchów czy portretów, to zbieranie śmieci za taką cenę jest już troszkę chore.

Ale może ma to jakąś większą głębie...wypowiedzcie się :D.

Swoją drogą sprzedam zużyte majty i skarpety bez pary, starą doniczkę po kaktusie, portfel z dziurą i stary zeszyt od matmy, klasa 5A, który wpadł mi przez przypadek do bigosu. 

A no i odwiedziłam w końcu, chociaż mam blisko wystawę obrazów, która bardzo mi się podobała i była lepsza od zeszłorocznej. A to mój faworyt. Bardzo podoba mi się oddanie szczegółów w tle bloku z tyłu. Taka szara, normalna codzienność... ->

To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam
Beatrycze.





#Śmieszki-Beatrycze



środa, 11 lipca 2018

KRUTKI PORADNIK - JAK BYĆ ŚMIESZKIEM

Dzisiaj będzie z dystansem do siebie, z humorkiem i mam nadzieję, że uśmiechem na twarzy. Jeśli nie masz tego pierwszego, lepiej nie czytaj dalej bo cierpisz na uwiąd starczy.

Czy właśnie wszedłeś w kryzys wieku średniego? Nie wiesz co z sobą zrobić, całe dnie stoisz w kolejce do kasy w Biedronce, mając tylko polędwicę sopocką i nikt Cię nie chcę przepuścić? Skończyły się pierogi? Masz fajną książkę, ale nie chcę Ci się jej otworzyć? Zgubiłeś skarpetkę, a parówki w Twojej lodówce są po terminie? Dobrze trafiłeś, albowiem ten post jest właśnie dla Ciebie!

No chyba, że masz uwiąd starczy. Straszna choroba.

PORADNIK - jak być śmieszkiem

#1 Dystans do siebie, albo wszyscy umrzemy.

Śmiej się z siebie, nie z innych, chyba, że masz do czynienia z debilami. Mów o sobie w trzeciej osobie, tak abyś nie dostał depresji. 

,,Mam gwiazdkę michaleeelina. Czekam, aż parówki wypłyną"




#2 Ubieraj się tak, jakbyś nie rozróżniał kolorów.

Kolorowe skarpety, szelki, dziwne napisy, czapki. Ludzie się gapią, ale masz to w dupie, bo przecież lubisz oryginalność i to, jak coś się wyróżnia. A jak ktoś ma problem, to wróć do punktu pierwszego. Stwórz własnego ja, ale wracając do poprzedniego postu, to nie polecam kupować stroju Borata.

,,Noszę takie skarpetki, bo wabię na nie facetów."

#3 Inspiruj się innymi osobami.

Najlepiej jakimiś sławnymi ludźmi. Ja często zabieram im teksty i mało kto o tym wie, a nie trzeba się do tego przyznawać, chyba, że piszesz w internecie, co powiedział jakiś gość. Uwielbiam powielać teksty, które największego smutasa rozweselą. Najlepiej inspirować się Youtuberami, pewien z nich napisał świetną książkę, którą serdecznie polecam.
Jednak najlepiej mieć własne teksty...

Martin Stankiewicz
,,Śmieszek"
i moje skarpetki

,,Po lewej widzą państwo syf, po prawej chujnie" - ja, oprowadzając osobę w pracy.
,,Ja jestem taka, bo mnie matka w piwnicy trzymała przez piętnaście lat" - częsta odpowiedź na stwierdzenie, że jestem ,,dziwna".

#4 Unikaj kontaktu z ludźmi, kiedy masz zły humor.
Znam masę ludzi, którzy mają podobne cechy charakteru, co ja, ale chyba nie ma człowieka, który się wiecznie śmieje. Wprawdzie ,,śmieszek" to nie jest cecha charakteru, ale jednak śmieszki to ekstrawertycy, czyli ludzie, którzy uwielbiają kontakt z innymi, czym więcej ludzi, tym lepiej. 

Często mi mówią, że ja nigdy nie jestem smutna, że zawsze wesoła i z bananem na buzi i tu zaskoczę, że i ja bywam smutna. Albo i nie zaskoczę. Każdy bywa smutny. Jeśli jednak chcesz zostać zapamiętany jako śmieszek w towarzystwie to lepiej udawać dobrą minę do złej gry. Oczywiście problemami zawsze można się dzielić z zaufanymi osobami.

#5 Rozweselaj innych.


Rok 2015, Gdańsk,
po koncercie
A.Chylińskiej
Ludzie lubią ludzi wesołych. Nikt nie lubi depresji i zrzędzenia... marudzenia...fochania się o byle co. Wiadomo, że dzień, to wstać, zjeść i iść spać, ale zawsze tak było, humor i dobra atmosfera pobudzą nawet najgorszego twardziela. Jeśli widzisz, że ktoś ma zły humor, to staraj na początku zadać bardzo bezpieczne stwierdzenie ,,Coś się stało" (być może osoba ma naprawdę powód, aby być smutna i w tym momencie, rozweselanie będzie uznane jako wredne), jeśli jednak osoba po prostu jest smutna można walnąć jakimś sucharem, zaśpiewać ,,Żono Moja" lub zaproponować kupno  kilograma ziemniaków. Sarkastycznośc przede wszystkim (co ciekawe, często nie rozumiem sarkazmu). Ja na przykład uwielbiam taką wiadomą głupotę:


,,Pięć minut do końca meczu, a ja nie wiem po której jest nasza bramka i gdzie mamy strzelać" - na meczu Polska - Japonia

Wiadomo, nie znam się na piłce, ale są jakieś granicę, a i chyba każdy, choć się zaśmiał, zrozumiał, że ten fakt był kłamstwem. Albo chociażby tytuł wpisu...

#6 Bądź poważnym, kiedy trzeba.

Mam na myśli, pogrzeby, jakieś konferencję. Czasami nie wypada się śmiać i ubierać, jak ubieram. W niektórych momentach coś jest po prostu niesmaczne. Nie bądźmy też nachalni, jeśli ktoś nam coś tłumaczy, uszanujmy to.
2017
Malbork, Zamek
Dama z łasicą
Jeśli coś mówi - posłuchajmy. Nie śmiejemy się z innych, w szczególności na tle rasistowskim, religijnym, poglądowym. Szanujemy się, a z kogoś możemy żartować, gdy ten sam poruszy tematykę. Osobiście powiem, że mam z tym problem, bo często nie potrafię być poważna.

Niech inni pamiętają, że nas też można obrazić, chociaż osobiście rzadko się focham :).

#7 Miej swoją pasję, hobby...zainteresowanie.

Ciekawych ludzi jest coraz mniej. Tak po prostu. Graj, śpiewaj, tańcz... nawet, gdy Ci nie wychodzi.


Powiem Wam, że zmiana na taki styl życia nie była łatwa. Wręcz przeciwnie z osoby, która była introwertyczką przerodziłam się w ekstrawertyczkę. To jest zmiana o 360 stopni (bo więcej nie ma). Ale dzięki takiemu postrzeganiu świata mam więcej znajomych, zaczęłam kochać życie i lubić to, co robię. Ale przede wszystkim przestałam się bać i stresować. Bo jak się zestresuję i zrobię coś głupiego to przecież to ,,cała ja królowa łez".

Minusem jest to, że mam 22 lata i zmarszczki...po uśmiechu.

Oczywiście cały ten poradnik z przymrużeniem oczka...

A jak jest naprawdę? Taka szczera prawda, której może nie każdy zna, ale ja lubię prawdę, więc się nią podzielę. Długo czekałam, aby napisać taki wpis od serducha, taki mega prawdziwy, ale najpierw chciałam porozmawiać z dwoma osobami, które również mają tendencje śmieszka, aby zrozumieć prawdziwą, nieudawaną psychikę takich ludzi, jak ja...

Jesteś wśród ludzi = jesteś uśmiechnięty. 

Jednak co się dzieje, gdy takich ludzi nie ma wokół, bo przecież nie zawsze są? Pewien kolega zapytał mnie kiedyś, co jest dla mnie największym cierpieniem, zaraz po strachu spowodowanym stratą bliskiej osoby, odpowiedziałam, że samotność.

,,Ej gwiazdy słychać mnie tam? Przeżyje wszystko, tylko proszę nie chcę zostać sam. [...] Tak zupełnie sam jak palec. Samotności się boje, śmierci nie boje się wcale" - Lasio Companija (muzyk)

Ekstrawertyk i samotność to jest najgorsze co może być. Żyjesz wśród ludzi, masy ludzi, którzy tak naprawdę prócz rozmów na Facebooku, nie maja zbytnio czasu na rozmowę, spotkanie, także zostaje tylko praca, gdzie właściwie wyładowywuje swoją energię. Dlatego staram się jak najwięcej robić czegokolwiek, by się nie nudzić, bo nuda mnie zabija.


Prawda jest taka, że samotność doskwiera mi bardzo często, choć dużo osób myśli, że będąc duszą towarzystwa mam masę znajomych. To jest prawda, ale jednak jest to samotność w tłumie. Czym dłużej nie ma przy mnie bliskiej osoby, tym bardziej odbija mi się to na psychice. Często biorę gitarę, gram ulubione piosenki, rysuje, tylko po to, aby oderwać myśli, że jestem sama. Czasami są to zwykłe godziny, bywa, że tygodnie. Pamiętacie, jaki ,,koszmar" przeżywała Fiona, zamieniając się w ogra po zachodzie słońca? Za dnia pięknością się staje, w nocy zaś szkaradna bla bla bla. To tak, jakby prowadzić dwa różne życia. A ilu z nas w pracy, w miejscu gdzie są ludzie zachowuje się zupełnie inaczej, niż w domu?

,,Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a chwilę później dodał: Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się oglądać zachody słońca. Więc wówczas, gdy oglądałeś je czterdzieści trzy razy, byłeś aż tak bardzo smutny? - zapytałem, ale Mały Książę, nie odpowiedział"

Wśród ludzi w kolorowych skarpetkach, z uśmiechem na twarzy i gitarą kroczę przez świat, a wewnątrz rozróżniasz tylko szary i czarny, czujesz się jak maleńka cząsteczka, która robi wszystko, żeby życie przypominało choć trochę te, widziane oczami innych. Nie mówię, że codziennie jest źle, że codziennie jest mi smutno, że chcę się zabić. Wręcz przeciwnie, robię wszystko, aby czuć się dobrze, ale do tego potrzebni mi są ludzie. Nie pieniądze.

Czasami zastanawiam się, czy to śmieszkowanie, to jest wybryk na pokaz, jednak po głębszym zastanowieniu się stwierdzam, że to jest odbieganie się problemów dnia codziennego. Im bardziej nasilają się, tym większe wywołują emocje.

Widzicie różnice? Zobaczcie początek postu... zobaczcie końcówkę. To cała ja... to właśnie ja.

Dzisiaj z takim akcentem kończę ten wpis. Kolejny będzie tradycyjny. Czołgiem.


Na dobre poczucie humoru, moje ulubione Studio Accantus i piękna piosenka z Disney'a!


To w sumie by było na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze


#Tamtadadam


sobota, 23 czerwca 2018

Jedziemy na Mam Talent #15

Siemanko!



Witam Was, tym razem po krótkiej przerwie. Jak wiedzieliście z ostatniego postu, miałam dwutygodniowy chillaut, który udał się w 50%. Dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że nie wykorzystałam tego czasu, tak jak chciałam (swoją drogą nawet nie weszłam na bloga...), ale dało mi to mega kopa w dupę, żeby nabrać siły i cieszyć się z tego co mam... szczęście w nieszczęściu to dwa fakty... że jestem zdrowa i chociaż końcówkę urlopu spędziłam tak, jak chciałam!

W ostatnim poście nie napisałam co robiłam dnia ostatniego, ponieważ ten dzień był jeszcze przede mną. Dzisiaj odkrywam tą tajemnicę, że razem ze znajomymi wybraliśmy się po raz kolejny na widownie do programu ,,Mam Talent", w Gdańsku.



Fanką tegoż programu jestem od edycji pierwszej, kiedy to Mieszko I wziął i poślubił zacnej urody Dobrawę. Widowisko to oglądam i biorę udział od roku 2013, do dnia dzisiejszego machnęło mi się 10 odcinków w trójmieście, dwa odcinki w Warszawie i jeden w Krakowie. W tym roku zabrałam ze sobą (albo oni mnie zabrali) dwie osoby. Jedna już wiedziała co z czym się je, a drugą kompletnie nową i zawsze tak robię, że biorę jakąś nową wisienkę, bo jest fajniej i ciekawiej.

Niestety ze względu na koniec urlopu mogłam być tylko jeden dzień... program zaczął się o wiele szybciej, niż lata temu, na co również nie byliśmy przygotowani, jednak ilość talentów, dziwnych muzyków i kretynów przewyższyła nasze oczekiwania. Zaopatrzeni w jedzenia z maka, w dziurawych spodniach, postanowiliśmy zobaczyć i w tym roku, jakie talenty to skrywa nasz kochany Gdańsk.



Zaczęło się całkiem nieźle, większość była na tak, zdawało się, że czym dalej, tym gorzej. Widownia była bardzo narwana, na cały teatr puszczane były hity Polskiego Youtuba. Okazało się, że wszyscy mają takiego samego dostawcę internetu. Jak zawsze i co roku się dziwie, tak i tym razem okazało się, że wszyscy jury, którzy przecież zostali określeni przez prasę Vipami, i czym tam oni nie są, na takich ,,show", gdzie kamery w połowie są wyłączone okazują się być normalnymi ludźmi, którzy potrafią się uśmiechnąć do normalnego człowieka. Bez wywyższania się i pogardy, jedząc kukurydzę z puszki.

Bardzo lubię ten program, bo nie dość, że mogę znowu zobaczyć moją idolkę Agnieszkę, to jeszcze pośmiać się z całej ekipy i Kabaretu Zachodniego, który zabawia publikę podczas przerw w występach. 

Niestety ze względu na mój znienawidzony mundial program musiał się skończyć szybciej. Byłam bardzo zdenerwowana, ponieważ piłka nożna mnie w ogóle nie interesuje. W tej sprawie jestem ziemniaczaną kobietą. Cały czas meczu spędziłam w Forum Gdańsk, gdzie nie było praktycznie nikogo, bo każdy poszedł na Targ Węglowy, gdzie była strefa kibica. Jeden plus z tego, że jest mecz to fakt, że w czasie meczu nie muszę pracować. Także teraz będę zmuszona oglądać owy mecz (chociaż nie wiem z kim grają) i mam nadzieję, że wygrają, bo mamy wyjść z grupy, żebym mogła zamiast pracy oglądać mecz.

Aplaus proszę - kibic roku.

A dzisiaj z okazji tego, że znowu mam troszkę wolnego wreszcie umyje autko i może pojadę na jakieś zakupy, albo na rolki pójdę!

Po zjedzonym zimnym hamburgerze w Teatrze, po świetnej zabawie i spędzonym czasie z przyjaciółmi mam nadzieję, że jeszcze lepiej będzie za rok! I 3mam kciuki, żebym miała wolne dwa dni i poszła na castingi z pełną torpedą. A teraz czekam na płytkę Agniechy i spotkanie autorskie, żebym mogła znowu zrobić sobie z Nią zdjęcie i oprawić w zajebistą ramkę życia. ↗

To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam.
Beatrycze.


PS: A dzisiaj zamiast piosenki mam dla Was mojego ulubionego uczestnika Amerykańskiego Mam Talent... przed Państwem Echo!



#Śmieszki-Beatrycze

sobota, 2 czerwca 2018

Forever Child #13 + Nasze Q&A


Hejka Kochani!

Wy też macie tak, że największą wenę twórczą macie wtedy, kiedy jesteście zawaleni obowiązkami? Bo ja ostatnio tak. Lenistwo nie jest zbyt kreatywne... jednak.

Wyszczekana wyprawa

W ciepły dzień, po perspektywie załatwienia wszystkiego (w Urzędzie Komunikacyjnym, w którym ostatnio bywam bardzo często, bo okazuje się, że nie mam podpisu wujka dziadka kuzyna psa...), udaliśmy się na małą wyprawę po Gdańsku. Zapchanym autobusem, bez klimy dotarliśmy do centrum i poszłyśmy zobaczyć nową galerię o nazwie Forum Gdańsk. 

Galeria miała swoje otwarcie w sobotę 26, dziesięć dni po falstarcie otwarcia, gdzie ponąć wszystko zalało.
Robi wrażenie. (Foto z oficjalnej strony Galerii Forum Gdańsk)
Po zalaniu nic nie widać, a sama galeria robi wrażenie.
Można się zgubić, nawet chodząc z mapą. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to bardzo ładne tarasy na zewnątrz, plac widokowy i leżaki. W środku też niczego sobie, masa sklepów, kawiarni, restauracji, kino... ogółem każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też jeden supermarket, nie wiedzieć czemu znowu Piotr i Paweł. Mogliby coś innego dać. Jedno, co zwraca uwagę to fakt, że galeria posiada dwa McDonalds'y, co na pewno zwróci uwagę niejednego pochłaniacza burgerów (czyt. mnie). Niedaleko jest galeria Madison, więc nie wiem czy ludzie potrzebowali drugiej, ale jedno jest pewne, że robi wrażenie. Ktoś z Was był?

Potem poszliśmy na planowany film do mojego ulubionego kina Krewetka. Byliśmy na filmie ,,Wyszczekani". Powiem Wam, że komedia całkiem niczego sobie, może bez jakiegoś większego szału. Były momenty, gdzie można było się pośmiać, ogólnie polecam, jak ktoś chcę iść z rodzinką. Takie 7/10 w skali zajebistości. Jeśli ktoś lubi gadające psy, to zamiast ćpać, polecam ten film.

Pierwszy plażing nad jeziorkiem!

W kolejny słoneczny dzień postanowiliśmy pojechać nad jeziorko. Szwagier zadowolony, bo w końcu zgodziłam się prowadzić i mógł sobie wziąć piwerko.
Było bardzo gorąco, każdy się kąpał, a woda cieplejsza niż niejednego letniego dnia. A podkreślam, że jeszcze był maj! Na następny wypad chcę kupić materac do wody, albo jakiegoś fajnego dmuchanego flaminga!

Festiwal Kolorów

Zawsze mi się kojarzył z latem. Biorę w nim udział już trzeci raz. Niestety pogoda nas na koniec nie pieściła. Strasznie zaczęło padać i koniec końców kolorowy piasek miałam w formie mokrej wszędzie.
Mało tego, nie dało się zmyć, a co gorsza wyprać ubrań, także kolejnego dnia jechałam na przegląd autka z apaszką na szyi, żeby nie było widać fioletowego koloru, który wygląda, jakby się ktoś nade mną znęcał

Swoją drogą wyobraźcie sobie cały McDonald's zawalony ludźmi z festiwalu, którzy byli tak mokrzy, że aż po nich ściekało. Nigdy przedtem nie widziałam tyle ludu w maku!

A ja znowu o maku...
Mimo pogody i faktu, że krótko tam byliśmy, myślę, że miło spędziliśmy czas.

RIP: Koszulka i nowe spodenki [*]


,,Kiedy zaczynasz wszystko rozumieć, mówisz: „Aha!” i masz siedemdziesiąt lat. Nie chcę dożyć momentu, kiedy w moim życiu wszystko będzie jasne." - Agnieszka Chylińska

Zapraszam Was na dzisiejsze, tematyczne:

,,Nasze Q&A" 
3/10

Dzisiejsza tematyka: Dzieciństwo.

1. Jaka była Twoja najlepsza zabawka z dzieciństwa?
2. Opisz krótko pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, które przypomniało Ci się zaraz po przeczytaniu tego zdania.
3. Co, według Ciebie nie zmieniło się od czasu, kiedy byłeś/byłaś dzieckiem?

Moje odpowiedzi:
1. Najbardziej wspominam chyba moją kolekcję Barbie. Nie miałam swojej ulubionej lalki, wszystkie miały włosy poczochrane, jakby włożyły widelec do kontaktu, ale właściwie nimi uwielbiałam się bawić. Miałam nawet domek dla lalek, taki bardzo drogi i wypasiony. Oddałam go najpóźniej pewnemu dziecku i bardzo mi było przykro, że już po tygodniu był zniszczony, a ja tak o niego dbałam...

2. Hmm... chyba pierwszy ,,piknik", który postanowiliśmy zrobić. Ogółem każdy z nas miał przynieść coś na piknik i skończyło się tak, że mieliśmy tylko chleb i ketchup... bardzo dużo chleba i ketchupu. O dziwo piknik się udał :D, a suchy chleb z ketchupem nigdy później tak nie smakował!

3. Chyba charakter. Wciąż jestem takim dzieciaczkiem wewnątrz. Nienawidzę Urzędów (zresztą kto lubi), wypełniania druków, takiej większej odpowiedzialności. Nie czekałam, aż będę miała osiemnaście lat, nie śpieszyło mi się. Cały czas jestem i będę dzieckiem, które woli kupić dmuchanego, różowego flaminga, niż fajki i dobry alkohol. Wolę bajki, niż filmy, które są obtoczone politycznym gównem, wolę rozmowę z dziećmi, niż ich często samolubnymi rodzicami, dla których liczy się uznanie sąsiadów. Wolę t-shirt z Muminków, niż nową miniówkę.

A teraz w komentarzach, czekam na Wasze odpowiedzi!




Wszystkiego Najlepszego Dzieciaczki!

To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam.
Beatrycze,
#Śmieszki-Beatrycze
#NaszeQ&A



czwartek, 24 maja 2018

Majowy zawrót głowy, czyli MAJsakra #12

Witajcie kochani!

Wybaczcie, że jakiś czas nie pisałam. Miałam trochę na barkach i na głowie, ogółem sporo się działo niekoniecznie fajnych rzeczy, ale masakry nie ma więc wracam i na dniach odwiedzę też Wasze blogi :).

Wypad z psiakiem nad morze.

Było ciepło (chociaż później już niekoniecznie), więc postanowiliśmy na mały wypad z moim kochanym psiakiem nad morze. To już jej trzecie spotkanie z plażą, była nawet w Krynicy Morskiej parę lat temu, ale w tym roku tradycyjnie udaliśmy się do Gdańska.

Łupież we włosach
Potargał wiatr

Puszosława
Bo jest puszysta
i sławna
Chociaż wiało niemiłosiernie mój piesio tradycyjnie upodobał sobie bezgraniczne kopanie w nieskończoności piachowej. Nawet wstawiłam śmieszny filmik, który możecie zobaczyć na moim instagramie -> Beatrycze96 

Na plaży opalaliśmy się, graliśmy w karty i siatkówkę, ogółem miło spędzony czas. Wieczorem poszliśmy do tawerny na pyszną rybkę i naprawdę, mimo piasku w majtasach i chipsach z dodatkiem soli i piasku myślę, że miło spędziliśmy czas.

Dzień Matki, urodziny Mamy, Siostry i... psa!

Niestety maj, choć uwielbiany przeze mnie ma swoje dwa minusy. Nazywam te minusy MAJsakrą, bo, ponieważ, iż...
  • Wszystko kwitnie, mam wiecznie załzawione oczy i kicham (pozdrawiam alergików)
  • Czy każdy musi mieć urodziny w maju?
Tak właśnie, numer dwa oznacza wielki nacisk na moją kartę kredytową i portfel. Jak zwykle siostrze daje pieniądze, nigdy jednak nie wiem, co zrobić z moją Mamą, więc co roku jest ten sam problem. W tym roku obudziłam się dość późno, ale zamówiłam z internetu piękny łańcuszek z koniczynką i wygrawerowanym imieniem mojej Mamy, a na pudełku jest ten oto napis, który każdy mógł sam sobie wymyślić.
Mamę, nie lamę.
Ogółem jestem zadowolona, ale nie ze wszystkiego jeśli chodzi o tą przesyłkę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to fakt, że paczka była w bardzo małej kopercie, coś jakbym dostawała duży list z PIT'em czy jakoś tak, przez co pudełeczko było nieco zgniecione... jak kiedyś zamawiałam koszulkę, to miało od cholery tego bąbelkowego gówna, a teraz to nic. Kompletnie nic. 


Trochę wkurzył mnie fakt, że tabliczkę mocuje się samemu, a nie została już przymocowana. Nie było by tak źle, gdyby nie fakt, że tabliczka lekko się skleiła z łańcuszkiem. Gdybym mocniej pociągnęła nie byłoby ani tabliczki, ani łańcuszka. No i kontakt ze sprzedającym straszny. Na stronie nic nie pisało, dostałam telefon, że grawer na łańcuszku po przedpłacie, więc zrezygnowałam z graweru, ale i tak dostałam wygrawerowane (w sumie dobrze, ale po co wtedy dzwonili). 

I uwaga zrobiłam mega wtopę, bo podałam numer nie swój, a mojej Mamy (ze względu na kuriera), więc pewnie się coś domyśliła, ale trudno, nie zabije. Łańcuszek 10/10, ale reszta... no słabo słabo. 

4 zł - 1szt.

Mojej siostrze, jak mówiłam daje miliony w gotówce, a dodatkowo dostanie dwa dziwne koktajle, ze sklepu Tiger. Truskawkowy i bananowy. Kupiłam też w tym sklepie taką oto uroczą karteczkę. Zaopatrzyłam się też w trzy bombonierki i czekoladki mini Kinder Bueno. Ja osobiście uwielbiam. Jeszcze na dzień matki zostaną do odebrania kwiatki i wszystko zapięte na ostatni guzik!

A Puszosława cóż... dostała swoje ukochane ciasteczka i dentastix na ząbki.





Może ostatnio zbyt wiele się nie działo, ale u mnie aktualnie nie jest zbyt stabilnie, dlatego tak długo nie pisałam. Ale powolutku wtaje na nogi. A w przyszłości czekają ciekawe wpisy, ponieważ szykuje się festiwal baniek mydlanych, festiwal kolorów, koncert i moje ulubione - Mam Talent. A teraz biorę się do malowania i na koniec wpisu wstawiam zdjęcie z córeczką mojej najlepszej Przyjaciółki Emilki.




PS: Jak myślicie, co kupić takiemu maleństwu na dzień dziecka?





Jako, że 23 maja swoje urodziny obchodziła Agnieszka Chylińska, dzisiaj taki oto kawałek!


A Wy co kupiliście na Dzień Mamy?

To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze

środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenny urlopik #9

Siemanko!

Już naprawdę jest wiosennie i w końcu udało mi się trochę odpocząć zabawić się i spędzić czas ze znajomymi, chociaż przyznam, że mam niedosyt. Jak zwykle!

Kupiłam w końcu samochód.

Może to nie jest jakiś super drogi, solidny, rodzinny na ogromne trasy pojazd, ale w końcu ma być dla mnie. Wygląda jak czerwony chupachups, a w środku pachniał truskawką, więc pierwsze po zakupie co zrobiłam, to wyjebałam zapach i UWAGA kupiłam taki sam, ale o wyglądzie kasety magnetofonowej. Brawo ja! Więc wciąż jebie niemiłosiernie, ale nie chcę pokazać mamie, jak wywalam kasę w błoto. Miałam zamówić opony letnie, ale w sumie pierwsze co zrobiłam, to kupiłam naklejkę ,,Nie Krzywdź" i przykleiłam na samochód. Opony poczekają... ważne, że jeździ. Przegląd do czerwca pamiętać. A miałam zrobić jakieś zdjęcie i zapomniałam. Kiedyś zrobię...

Mały wypad do miasta.

W piątek trzynastego udałam się z moją BFFandever na mały wypad do Gdańska. Po grze w Cymbergaja (w którego nie chwaląc się jestem mistrzem mistrzów), zjedzeniu pysznego jedzonka i wypadzie na kręgle byłyśmy padnięte. Słonko świetnie nam świeciło i pozwoliło na to, że wydałam masę kasy na ubrania... niepotrzebne ubrania. 

Ale kupiłam sobie ładną katanę, w której wyglądam jak Meghan Trainor, tyle, że twarz niepodobna, włosy niepodobne, uroda niepodobna i figura też. Ale z tą kataną normalnie wyglądam jak jej kopia, albo jak bezdomna (cytując Matczyną Jednostkę).

Rolkowe szaleństwo.

Idąc za głosem swojego serca postanowiłam pójść na rower. Najpierw wzięłam pompkę i postanowiłam go odkurzyć wyciągając owy starożytny rzęch z końca garażu, jednak nie udało mi się to, ponieważ, bo na kierownicy siedział on... ogromny pająk z rodziny pajęczaków. Ten z takimi dużymi nogami. Fuj. Także rowerowi powiedziałam ,,papa", dopóki ktoś nie usunie lokatora.

Postawiłam jednak na rolki, które grzecznie leżą w szufladzie mojego pokoju. Są normalnie jak fumfel nówka nie śmigane i okazało się, że przez zimę nie nauczyłam się jeździć, ale żeby było profesjonalnie to zrobiłam zdjęcia i wstawiłam na Instagrama. Że niby mega utalentowana i w ogóle #carpediem.


Udało się też zagrać parę partyjek tenisa, siatkówki i oczywiście odkurzyłam swoje planszówki. Myślę też nad zakupem UNO-Jenga. Ktoś z Was ma?

Mała zmianka.

Postanowiłam zrobić coś ze swoją przecież już nieskazitelną urodą. A tak serio zrobiłam sobie kitka i jak zobaczyłam to siano to od razu poszłam   (pojechałam samochodem, żeby był szpan) do fryzjera i zrobiła myślę, że dobrą robotę. Za jakiś czas idę ogarnąć brwi. Strasznie nie lubię tego wyrywania woskiem... Także mam nadzieję, że ten botoks włosowy, hajs który wydałam i fakt rozmawiania z fryzjerką o pogodzie (w cholerę naciągana rozmowa) nie poszedł na stratne.

W październiku idę na wesele, więc, znając życie będzie tak iż dopiero do fryzjera pójdę w październiku. Bazinga.

Rysunek co wygląda jak malowany przez dziecko, ale taki miał być.

Aby ten czas nie poszedł na marne w moim dziwnym świecie postanowiłam się rozwinąć duchowo i artystycznie. Wyciągnęłam swoje akwarele i postanowiłam się nauczyć nimi rysować. Pierwszy obraz na twardej, niczym skała tekturze poświęciłam postaci Małego Księcia. Okazało się, że akwarele bardziej mnie przekonują, niż farby olejne, jednak wciąż lepiej wychodzi mi szkic, dlatego już dziś zabieram się za nową pracę i myślę, czy jej nie połączyć z atramentem, jednak się trochę boje za to brać, chociaż mniej boje, niż pająka :D.


Czekam wciąż na jakieś wieści o tegorocznym programie Mam Talent. Chciałabym zgrać ekipę, a dowiedziałam się że informacje dostanę do końca kwietnia, więc czekam niemiłosiernie i wciąż odświeżam pocztę. Z roku na rok jest coraz lepsza zabawa, więc mam nadzieję, że w tym roku uda mi się uczestniczyć i będzie bomba!


A Wy jak spędzacie te pierwsze słoneczne dni?
#carpediem

A dla Was fajny kawałek!



Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze


piątek, 19 stycznia 2018

Święta święta i po... serniczku #2

Witam Was wszystkich na małym podsumowaniu grudnia i świąt!

Dwa Bałwany - Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku
Wiem, że bardzo szybko się obudziłam z tym, ale... no zamykają mojego bloga i nie mogłam nawet skończyć notek związanych ze świętami, także pokrótce i na szybko zrobię to tutaj! Jeszcze chciałam dodać, żeby tak do końca nie patrzyć na to, że mój blog wygląda jak gówno, ponieważ bo ja tu się jeszcze nie mogę ogarnąć. W sumie przez całe życie nie mogę się ogarnąć...


Jak minęły mi przygotowania do świąt?

Owa bombka
To jest to, co lubie chyba najbardziej, ponieważ ten czas jest dłuższy, niż całe święta. W tym roku zaplanowałam masę rzeczy, ale chyba tylko 74,53% udało mi się wykonać <aby to obliczyć do PI dodałam masę ciała przeciętnej foki, podzieliłam wszystko na trzy>. Jako kuchenny nieudacznik postanowiłam w tym roku 3mać się z dala od kuchni i stwierdziłam, że zajmę się kupnem jakiś słodkości, słodyczy itepe. Tak czy siak skończyło się na piernikach i tonie cukierków. Zainwestowałam masę kasy w ozdóbki świąteczne. Zastosowałam się do zasady świątecznego fenszuji... na każdy metr musi być coś świątecznego. Także wyobraźcie sobie moją oazę zwaną potocznie kiblem. Pokrótce choinka zeszłoroczna sztuczna i krzywa, nowe bombki na małą starą rozlatującą się choinkę z Ikei, fioletowe renifery ch*j wie po co, metrowa bombka tarasująca wszystko, jakieś debilne coś z Pepco no i oczywiście samorobny wianek...wieniec... na drzwi z tandetnym dzwonkiem. A i zapomniałabym o romantycznej świeczce.

Fotobudka!
Przed świętami odbębniłam przyjazd ciężarówki Coca-Cola w Gdańsku. Ogólem nie polecam, nuda i zimno. Ludzie stojący na końcu kolejki nie wiedzieli po co stoją. Tak czy siak jarmark w Gdańsku na którym byłam naprawdę polecam, bo wyrobili się lepiej niż rok temu. Jak co roku w czapce świętego Mikołaja wyglebałam się na łyżwach, a w pracy zaszczycił mnie Mikołaj i fotobudka, której wcześniej nawet nie używałam. No i zakupy przedświąteczne. Jeśli chodzi o ten aspekt uczcijmy to minutą ciszy ...

Wigilia i Święta...

Karpia nie miałam bo nikt go nie je. Jako ,,atrakcje" wieczoru wymyśliłam, że dam każdemu zdjęcie związane z daną osobą zrobione w 2017 roku. Ogólnie fajna sprawa. Miałam też ciasteczka z wróżbą, które okazały się do kitu, wróżba to dziwna metafora cholera wie czego, a ciastko które zjadłam okazało się być niejadalne. No, ale żyje...

Jeśli chodzi o prezenty głównym akcentem może być słowo ,,kapcie". Nie dość, że na początku grudnia kupiłam sobie nowe, to mam trzy inne teraz. Nie mówię, że źle. Ale nie wiem które zakładać i dostaje obłędu. Dostałam smartwatcha, którego nie ogarniam, pędzle do makijażu, chociaż nie umiem się malować, ciuchy... akurat fajne i inne takie w sumie... fajne. Pierwszy dzień świąt minął nam na grach planszowych i ogólnie z rodzinką, natomiast drugi zaszczycił mnie bycia mamą chrzestną, w sume fajne doświadczenie, bo jeszcze nie miałam okazji.

Psychodeliczna familia... rodzice, siostra, szwagier i psinka!

A po świętach...

Miałam już dość bigosu i schabowego


Jezusie plamy są na obrusie trza je prać.
kurtyna...

I Sylwester. Z bliskimi i hot dogami w cieście. Też są mi bliskie.
Sorki za ilość zdjęć. Cieszcie się, że nie musicie oglądać wszystkich ... jest tu jakiś limit wysyłanych zdjęć?


Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze