czwartek, 24 maja 2018

Majowy zawrót głowy, czyli MAJsakra #12

Witajcie kochani!

Wybaczcie, że jakiś czas nie pisałam. Miałam trochę na barkach i na głowie, ogółem sporo się działo niekoniecznie fajnych rzeczy, ale masakry nie ma więc wracam i na dniach odwiedzę też Wasze blogi :).

Wypad z psiakiem nad morze.

Było ciepło (chociaż później już niekoniecznie), więc postanowiliśmy na mały wypad z moim kochanym psiakiem nad morze. To już jej trzecie spotkanie z plażą, była nawet w Krynicy Morskiej parę lat temu, ale w tym roku tradycyjnie udaliśmy się do Gdańska.

Łupież we włosach
Potargał wiatr

Puszosława
Bo jest puszysta
i sławna
Chociaż wiało niemiłosiernie mój piesio tradycyjnie upodobał sobie bezgraniczne kopanie w nieskończoności piachowej. Nawet wstawiłam śmieszny filmik, który możecie zobaczyć na moim instagramie -> Beatrycze96 

Na plaży opalaliśmy się, graliśmy w karty i siatkówkę, ogółem miło spędzony czas. Wieczorem poszliśmy do tawerny na pyszną rybkę i naprawdę, mimo piasku w majtasach i chipsach z dodatkiem soli i piasku myślę, że miło spędziliśmy czas.

Dzień Matki, urodziny Mamy, Siostry i... psa!

Niestety maj, choć uwielbiany przeze mnie ma swoje dwa minusy. Nazywam te minusy MAJsakrą, bo, ponieważ, iż...
  • Wszystko kwitnie, mam wiecznie załzawione oczy i kicham (pozdrawiam alergików)
  • Czy każdy musi mieć urodziny w maju?
Tak właśnie, numer dwa oznacza wielki nacisk na moją kartę kredytową i portfel. Jak zwykle siostrze daje pieniądze, nigdy jednak nie wiem, co zrobić z moją Mamą, więc co roku jest ten sam problem. W tym roku obudziłam się dość późno, ale zamówiłam z internetu piękny łańcuszek z koniczynką i wygrawerowanym imieniem mojej Mamy, a na pudełku jest ten oto napis, który każdy mógł sam sobie wymyślić.
Mamę, nie lamę.
Ogółem jestem zadowolona, ale nie ze wszystkiego jeśli chodzi o tą przesyłkę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to fakt, że paczka była w bardzo małej kopercie, coś jakbym dostawała duży list z PIT'em czy jakoś tak, przez co pudełeczko było nieco zgniecione... jak kiedyś zamawiałam koszulkę, to miało od cholery tego bąbelkowego gówna, a teraz to nic. Kompletnie nic. 


Trochę wkurzył mnie fakt, że tabliczkę mocuje się samemu, a nie została już przymocowana. Nie było by tak źle, gdyby nie fakt, że tabliczka lekko się skleiła z łańcuszkiem. Gdybym mocniej pociągnęła nie byłoby ani tabliczki, ani łańcuszka. No i kontakt ze sprzedającym straszny. Na stronie nic nie pisało, dostałam telefon, że grawer na łańcuszku po przedpłacie, więc zrezygnowałam z graweru, ale i tak dostałam wygrawerowane (w sumie dobrze, ale po co wtedy dzwonili). 

I uwaga zrobiłam mega wtopę, bo podałam numer nie swój, a mojej Mamy (ze względu na kuriera), więc pewnie się coś domyśliła, ale trudno, nie zabije. Łańcuszek 10/10, ale reszta... no słabo słabo. 

4 zł - 1szt.

Mojej siostrze, jak mówiłam daje miliony w gotówce, a dodatkowo dostanie dwa dziwne koktajle, ze sklepu Tiger. Truskawkowy i bananowy. Kupiłam też w tym sklepie taką oto uroczą karteczkę. Zaopatrzyłam się też w trzy bombonierki i czekoladki mini Kinder Bueno. Ja osobiście uwielbiam. Jeszcze na dzień matki zostaną do odebrania kwiatki i wszystko zapięte na ostatni guzik!

A Puszosława cóż... dostała swoje ukochane ciasteczka i dentastix na ząbki.





Może ostatnio zbyt wiele się nie działo, ale u mnie aktualnie nie jest zbyt stabilnie, dlatego tak długo nie pisałam. Ale powolutku wtaje na nogi. A w przyszłości czekają ciekawe wpisy, ponieważ szykuje się festiwal baniek mydlanych, festiwal kolorów, koncert i moje ulubione - Mam Talent. A teraz biorę się do malowania i na koniec wpisu wstawiam zdjęcie z córeczką mojej najlepszej Przyjaciółki Emilki.




PS: Jak myślicie, co kupić takiemu maleństwu na dzień dziecka?





Jako, że 23 maja swoje urodziny obchodziła Agnieszka Chylińska, dzisiaj taki oto kawałek!


A Wy co kupiliście na Dzień Mamy?

To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze

niedziela, 6 maja 2018

Majówka, czyli woskowa historia o lodówce i Sopockim jeziorze (czy jakoś tak) #11


Moja mała, wielka majówka... majóweczka.

Różowe bo mogę.
Jak co roku, ja w majówkę nie próżnuje, jak co roku, raz jest ona większa, raz mniejsza, raz bardziej ciekawa, raz mniej, ale zawsze charakteryzuje ją spontan o ile pogoda jest dobra. Tak i było tym razem... kocham miesiące maj i czerwiec, bo po zimie zaczyna się cokolwiek dziać!

Pierwszego dnia miałam ochotę przywalić sobie młotem pneumatycznym w łeb, bo okazało się, że każdy z moich znajomych coś tam robi i nie ma czasu... ale ja nie załamałam się i po porannych porządkach w domu (czyt. udawanie, że sprzątam) postanowiłam udać się na rolki. Pogoda była naprawdę fantastyczna i można było pośmigać, udając, że jest się profesjonalistą, słuchając przy tym kawałka Hannah Montany i mając nadzieję, że nie zrobisz gleby o krzywy chodnik i nie obijesz sobie przy tym ryja... ryj jak ryj, najgorsze zęby. Nie mogę być bez zębów. Kto by mnie chciał taką.


Chociaż i tak nikt mnie nie chcę <iksde>

Pod wieczór udało mi się namówić jednostki mieszkające niedaleko na małe ognisko przy piwku, była gitara, kilka przekąsek i fajny klimat w środku lasu. Pod koniec ogarnęłam, że mam jedną skarpetkę inną od drugiej. Jak hipisi! 

Kolejnego dnia wybrałam się do trójmiasta, a dokładnie do Sopotu. O ile mieszkam niedaleko tego poczciwego miasta to przyznam, że byłam tam ostatni raz w gimnazjum i średnio to pozytywnie wspominam. Podróż "pierwszą klasą" obok czynnego kibla i gościa, który walił rybami nie należała do przyjemnych, ale jakoś dotarliśmy na miejsce. Pierwszym punktem było jedzenie, więc jak zwykle szukaliśmy maka. Ale uwaga, zamówiłam sałatkę. Chyba pierwszy raz. Czułam się taka fit, normalnie osiągnęłam zen... no i lody, ale ciii... (sałatka mi nie smakowała, za dużo zieleniny...). Potem poszłyśmy nad morze. Usiadł na mnie ogromny pająk z rodziny tych okrutnych, pizgało złem, ale w sumie było bardzo sympatycznie. Przeszliśmy szmat drogi niczym Cejrowski po piasku, aż okazało się, że muszę siku, bo mi się butelka wody właśnie zwróciła. I za ten zwrot musiałam zapłacić 3 zł. Co za chamstwo...
Z psiapsi na Sopockiej plaży!

Na kolejny trop naszej wycieczki zaprowadził nas Pan Spongebob (nie, nie ćpam), który nosił reklamę muzeum figur woskowych. Już dawno chciałam tam iść, nawet specjalnie jechać, ale powiem szczerze, że zapomniałam o tej Sopockiej atrakcji. Także mieliśmy zaszczyt zrobić sobie zdjęcie z Kubą Wojewódzkim, Kim Kardashian czy Michaelem Jacksonem. Fajna sprawa, atrakcja też fajna, jednak zauważyłam, że niektóre figury zrobione są z większą dokładnością, a niektóre z mniejszą. Najbardziej jednak zauroczyła mnie postać Romana Polańskiego, normalnie gościu jak żywy trup, zdjęcie zrobiłam, ale niewyraźne :(.
Zdjęcie z Jacksonem :D

Po wycieczce Sopockim mońciakiem poszłyśmy do sklepu Tiger i tam kupiłam kilka nieprzydatnych i bezużytecznych rzeczy, ale polecam ten sklep dla wszystkich bezmyślników zakupowych. Odwiedziliśmy też kilka sklepów i myślę, że dzień wyszedł nam na plus!

I tak zakończyła się nasza wyprawa tego dnia wróciłam padnięta, ale nie mogłam spać, ponieważ okazało się, że spontanicznie jedziemy pod domki nad jezioro, więc spakowałam kilka rzeczy, jakieś kosmetyki, ogarnęłam się, kupiłam jednorożca na ebay'u i zabraliśmy się tym razem rodzinnie pod domki. Tylko my i moja Puszosława.

Foto z Gandalfem
Domek był bardzo ciasny, ale wystarczający jak dla nas. Niestety byliśmy pierwszymi jego użytkownikami w tym roku. Domek był czysty i posprzątany, ale niestety tylko ogółem, aż moja mama nie otworzyła lodówki. Okazało się, że zagnieździł się w niej nienaruszony serek Hohland, który mimo, że miał datę do 26 kwietnia b.r to bez działającej lodówki śmierdział niczym skarpety mojego byłego chłopaka.

Wietrzenie domku 30 minut...
Kartka na lodówce ,,Nie otwierać".

Niestety wszystko co miało być w lodówce na grilla wylądowało na stole, ale trudno, jakoś trzeba żyć. Wywietrzenie zapachu z lodówki zajęłoby wieki, a nikomu w wolne jakoś specjalnie jej myć nie chciało się, tym bardziej, że zapach przyprawiał o wymioty nawet największego twardziela.

Jako, że był już wieczorny wieczór zrobiliśmy grilla, trochę pospacerowaliśmy i poszliśmy spać.
Na tle jeziorka i zajebistej mnie.

Kolejnego dnia poranek zaskoczył nas burzą. Niby była całą noc, ale ja nie słyszałam, bo śniło mi się, że biorę udział w Kuchennych Rewolucjach. Poważnie. Poranek, choć zimny, szybko zmienił się na słoneczny. Na początek dnia wybraliśmy się dookoła lasu i porobiliśmy parę fotek. Później, przed obiadkiem wybraliśmy się na rowerki. Wybrałam rower na dwie osoby i pierwszy raz miałam zaszczyt jechać na jednym rowerze w dwie osoby (szkoda, że nie mam zdjęcia). Parę gleb na początku się zaliczyło, najgorzej było jednak ruszyć. Śmiechom nie było końca, niczym w historyjkach w ,,Chwili Dla Ciebie". 
Klasyka to ten cymbergaj

Po obiedzie czas umilił nam bilard. O ile w cymbergaja jestem mistrzem mistrzów o tyle w bilarda hmm... no powiem szczerze, że nie mogłam trafić często nawet w białą bilę tym kijkiem (pewnie się jakoś profesjonalnie to nazywa). Koniec końców bilę wbiłam jedną. Czarną ósemkę...



Zastanawiam się, czy nie przejść na zawodowstwo.


Na koniec pobytu wybraliśmy się na rowerki, tym razem wodne. Do dzisiaj bolą mnie uda od pedałowania. Gdybyście widzieli jak wsiadam z mostu na ten rowerek, to byście padli ze śmiechu.

No i tradycyjnie grill na koniec wyjazdu, rano niestety trzeba było już jechać, czekały na mnie sprawy związane z samochodem... rejestracja, OC no i dwie nocki w pracy. Na szczęście w końcu, znowu już mam wolne, a co będę robiła przez te kolejne trzy dni to opowiem w dwunastym poście chciałam razem, ale już się za dużo rozpisałam.

A Wy co robiliście w majóweczkę? Opowiadajcie w komentarzach!

To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze


piątek, 27 kwietnia 2018

Usiąść dupskiem na mrowisko #10 + ,,Nasze Q&A" 2/10


Siemka

Strasznie się cieszę, że w końcu przyszła wiosna. Wiem, że powtarzam to miliardowy raz, ale w końcu, no w końcu to moja ulubiona pora roku! Kocham, jak wszystko budzi się do życia, a i ja się wybudziłam troszku!

Ognisko w plenerku!

Puszosława
Zajebiste kiełbaski
Mega spontan mi się ostatnio wydarzył, normalnie kocham takie akcje. Pewnego nieponiedziałkowego dnia w śliczną pogodę postanowiliśmy zrobić ognisko w przypadkowo wybranym miejscu. aby kupić wszystko do ogniska z wyjątkiem kieczapu i zapalniczki. Po zapalniczkę się wróciliśmy, bo okazało się, że nikt z nas nie chcę trzeć patykiem o patyk i udawać, że coś się dzieje. Okazało się, że można fajnie się bawić bez alkoholu, na świeżym powietrzu.Oprócz moich rozdartych dresowych portek i kolegi, który usiadł dupskiem na mrowisko było sympatycznie i trzeba to powtórzyć. A to zdjęcie mojego pieseła, któremu spodobała się kąpiel w rzeczce ↗.


Kilkanaście kilometrów dalej znaleźliśmy polanę niedaleko rzeczki i tam się osiedliliśmy. Ognisko rozpalone z suchych gałęzi nieopodal, kocyk, kijki na kiełbaski i bardzo miło spędzony czas.
Także nasza mała ekipa wsiadła w samochód i najpierw pojechaliśmy do pobliskiego marketu,

Naklejka na samochód.


Pokrótce polecam kupować naklejki na samochód, w ten sposób wspomagacie pieseły i koteły w schroniskach.

Naklejka naprawdę wiele nie kosztuje, a pokazuje jaką macie sympatię do zwierząt. Ja kupiłam sobie i mojej siostrze i z dumą je przykleiłyśmy. Wystarczy wejść na profil na Facebooku - Traktuje psa jak członka rodziny i zamówić na ich stronie naklejkę, a kilka złotych wpadnie do sierściaków!

A ja już powoli przygotowywuje się na majóweczkę! Mam nadzieję, że będzie moc, bo planów stos!



,,Nasze Q&A"
2/10

Dzisiejsza tematyka: Hobby.

1. Jakie są Twoje największe zainteresowania?
2. W jakiej dziedzinie chciałbyś/chciałabyś się rozwinąć?
3. Czy miałeś/miałaś takie hobby, które już Ci się znudziło i już się nie interesujesz tą tematyką?

Moje odpowiedzi:
1. Moje największe zainteresowanie to aktualnie rysowanie, malowanie, szkicowanie i wszystko co związane z moją duszą artystyczną. Aktualnie piszę trzy blogi i tworzę strony internetowe. Gram na gitarze, interesuję się dubbingiem i troszkę kinem. A jeśli chodzi o sport to zdecydowanie tenis ziemny i rolki, ale uwielbiam też pływać o każdej porze roku!

2. Na chwilę obecną rozwijam się chyba najbardziej jeśli chodzi o rysunek, ponieważ coraz więcej mam chętnych na portrety (pewnie dlatego, że robię je za free ✌ ), ale w przyszłości chciałabym wydać książkę... no ale chyba to daleka przyszłość i prędzej Madzia Gessler zostanie posłem w sejmie.

3. Miałam takie dwa hobby w sumie. Pierwsze to chemia. Byłam mistrzynią w gimnazjum wraz z taką Madzią. Jako umysł humanistyczny dziwne, że chemia była dla mnie bliska. Miałam nawet taki sprzęt laboratoryjny, który tata kupił mi na wyjeździe w Szwecji. W klasie trzeciej jakoś tak ucichło, chyba po tym jak tygodniami próbowałam wyprodukować mydło, a wyszła maleńka glupka wielkości zużytej gumy do żucia. A mój sprzęt oddałam dzieciakom kuzynki, bo bardzo podobało im się spoglądanie przez mikroskop. A Madzia cóż... studiuje chemie :). Drugie hobby to filmy. Byłam zapaloną filmomaniaczką, ciągle siedzącą w kinie, czytającą filmweba. Do dzisiaj mam odruch, że przy jakimś filmie mówię jak nazywają się dani aktorzy, reżyser itp. Wciąż kocham filmy, ale nie tak jak kiedyś...

A teraz w komentarzach czekam na Wasze odpowiedzi na te trzy pytania! Dajecie śmiało!

Obiecana najlepsza odpowiedź z poprzedniego Q&A leci do ,,Martynki". Z małego projektu przerodziło się w pasje :)

Pyt: Od jak dawna prowadzisz bloga?

Odp: ,,Pierwszego bloga miałam już w okolicach 2005 (może 2006) roku. Pisałam głównie o tym, co ciekawego działo się w szkole, podczas wakacji, ferii.. takie tam nastoletnie bazgrołki. Chyba dzięki temu pisanie (jakiekolwiek) przychodzi mi z łatwością. :) Blog angielski powstał w 2014 jako projekt z informatyki.. i na początku miał być jedynie projektem - po dostaniu oceny myślałam, że sobie daruję.. a tu proszę. :)"



To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze
#NaszeQ&A


sobota, 21 kwietnia 2018

Tamtadadam - Dziesiątka moich ulubionych kawałków.

Witajcie kochani!

Dzisiaj coś zupełnie innego, mniej czytania, więcej słuchania, oto moja top dziesiątka wśród piosenek... różnych piosenek, pop, bajkowych, soundtrack, Popek... wszystko! Także zapraszam do czytania i słuchania. Zaczynamy od ostatniej pozycji...

10. Edward Sharpe & The Magnetic Zeros - ,,Home"


Ta piosenka zawsze kojarzy mi się z miłością, ponieważ mam do niej ogromny sentyment i wspomnienia. Zajebiste wspomnienia. Kocham ją grać na gitarze i jest zawsze śpiewana przy ognisku, dobrej kiełbasce i mojej różowej gitarce. Pozdrawiam wszystkich grajków!


9. Łąki Łan - ,,Łan Pała"


Zespół raczej nie bardzo znany, ale mieli kiedyś swoją historię opowiedzianą w ,,Uwadze". Śpiewają, jakby byli na haju, nie wygląda na to, aby spożywali jakiekolwiek narkotyki, chociaż u Paprodziada (jednego kolesia z zespołu), nie jestem pewna. Nikt nie wie o czym są ich piosenki. Ambasadorzy pozytywnej Polski, świry, hipisi, rzucające w publiczność chwastami. Ciekawostką jest, że Pan Uszatek - Bartek Królik (nie zając) gra u Agnieszki Chylińskiej w kapeli i stąd znam ,,Łąki Łan". Masa energii i moc! Koncert już był zaliczony!

8. Meghan Trainor - ,,Better When I'm Dancin"



Znana głównie z piosenki ,,All About That Bass" Meghan Trainor nagrała ten kawałek jako sountrack dla bajki ,,Fistaszki". Niestety jej nie oglądałam (leciał ostatnio w telewizji), ale moim zdaniem teledysk super się zgrywa z bajką, co bardzo rzadko się zdarza w tego typu utworach. Całość bardzo charyzmatyczna, wiosenna, słucha się miło z uśmiechem na twarzy. Ciekawostką jest to, że w tym teledysku u Meghan zagrała cała Jej rodzina i szacun za to, bo większość gwiazd swoim bliskim zakryło by twarze reklamówkami z pobliskich supermarketów.

7. Lasio Companija - ,,Bajka o Małym Księciu"



,,Nie spełniają się marzenia. Fakt. Marzenia się spełnia"

Przecudowny kawałek Artysty znany głównie z programu ,,Mam Talent", gdzie wielu mu kibicowało. Nie lubię tego typu muzyki, ale testy są tak głębokie, że wpadną w serducho każdemu, kto słucha. Na dodatek na początku fragment mojej ulubionej książki... co może być lepszego, niż muzyka kogoś, kto widzi co jest naprawdę ważne?

6. Maria Peszek - ,,Ej Maria"


Piosenka dosyć wulgarna, inna niż wszystkie jakie słucham. Mocna, może dla kogoś drażliwa. Na koncercie Marysi byłam raz, posiadam płytę. Często porównuje ją do Agnieszki Chylińskiej, dużo Jej Fanów jest również Fanami Marii. Czy tylko mi ten kawałek przypomina piosenkę niżej? Obie są bardzo podobne, a jednak inne...

5. Agnieszka Chylińska - ,,Królowa Łez"


Chyba nie ma osoby, która nie znałaby tej piosenki. Wiele osób z moich znajomych myśli, że ten kawałek, albo chociaż cokolwiek Chylińskiej padłoby na pierwsze miejsce mojej listy, jednak nigdy tak nie było, bo Agniechę bardziej wolę jako osobowość, niż postać muzyczna, chociaż uwielbiam chodzić na Jej koncerty. Są takie postacie w świecie muzyki, które pozostają w serduchu na wiele lat i to się ceni. Z Agniechą mam wiele wspomnień, również doskonale pamiętam mój pierwszy koncert na którym byłam. Długo się też zastanawiałam, czy nie dać innej piosenki, bo wszystkie Agi lubię tak samo, ale pozostałam przy klasyce ;).

4. Ewelina Flinta - ,,Długo i Szczęśliwie"


Piosenka z mojej ulubionej, a właściwie ulubionego bajko filmu z dzieciństwa pt. ,,Zaczarowana". W naszej wersji śpiewana przez Ewelinę, a w oryginalnej przez Artystkę muzyki Country Carrie Underwood. Piosenka bardzo ładna, wręcz śliczna... można na moment przenieść się w czasy Disney'a.


3. Beautiful Creatures - ,,Familia"


Piosenka zasadniczo pewnie przez Was nieznana, jednak u mnie trafiła aż na trzecie miejsce. Została użyta w bajce ,,Rio 2" i właściwie niewiele wiem o tym zespole, ponieważ reszta kawałków jakoś nie wpada w moje ucho, a szkoda, bo jakby tak śpiewali to mogłabym słuchać godzinami. Ze względu na swoje nietypowe basy zostaje często używana przy próbie nagłośnienia w studiach w których pracuje i właściwie stąd znam ten kawałek :D. Więc jeśli chcecie sprawdzić głośność czegokolwiek zachęcam próby na tej piosence.

2. Ylvis - ,,The Fox"

Tym razem kawałek chyba każdemu znany. Moim zdaniem najbardziej świrnięta piosenka, jaka została stworzona... nikt nie umie jej zaśpiewać, ale każdy śpiewa, chociaż większość dźwięków brzmi jak kaszlenie przy jakiejś ogromnej chorobie płucnej. Była by na pierwszym miejscu, ale końcówkę tej piosenki trochę chłopacy popsuli moim zdaniem. Tak czy siak... ktokolwiek wie co mówi lis? :)

1. Meghan Trainor - ,,Me Too"

Tamtadadam... doszliśmy w końcu do piosenki namber łan. I chociaż to nie ,,Łąki Łan", to wygrała Meghan Trainor, która już drugi raz pojawia się w tym zestawieniu. Piosenka, choć samolubna troszku (chyba, że nie znasz angielskiego), to bardzo pozytywna i uczy tego, że należy znać swoją wartość. Pełna humoru i dysnansu do siebie. Na dodatek jestem wielką fanką żyrafy. Płytę posiadam, Meghan to nawet dwie... i to właśnie jest moja ulubiona wokalistka, mam nadzieję, że uda mi się kiedykolwiek pójść na Jej koncert!

Oto moja ulubiona dziesiątka, mam nadzieję, że zainspirowałam Was chociaż jednym kawałkiem, bo wiem, że nikt nie ma czasu odsłuchać każdego, tym bardziej w całości. A jaka jest Wasza dziesiątka? Jeśli macie czas pokażcie swoją ulubioną dziesiątkę, albo chociaż trzy ulubione kawałki!
Może dzięki Wam zmienią się moje preferencje muzyczne? :)x.x


To w sumie by było na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze


środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenny urlopik #9

Siemanko!

Już naprawdę jest wiosennie i w końcu udało mi się trochę odpocząć zabawić się i spędzić czas ze znajomymi, chociaż przyznam, że mam niedosyt. Jak zwykle!

Kupiłam w końcu samochód.

Może to nie jest jakiś super drogi, solidny, rodzinny na ogromne trasy pojazd, ale w końcu ma być dla mnie. Wygląda jak czerwony chupachups, a w środku pachniał truskawką, więc pierwsze po zakupie co zrobiłam, to wyjebałam zapach i UWAGA kupiłam taki sam, ale o wyglądzie kasety magnetofonowej. Brawo ja! Więc wciąż jebie niemiłosiernie, ale nie chcę pokazać mamie, jak wywalam kasę w błoto. Miałam zamówić opony letnie, ale w sumie pierwsze co zrobiłam, to kupiłam naklejkę ,,Nie Krzywdź" i przykleiłam na samochód. Opony poczekają... ważne, że jeździ. Przegląd do czerwca pamiętać. A miałam zrobić jakieś zdjęcie i zapomniałam. Kiedyś zrobię...

Mały wypad do miasta.

W piątek trzynastego udałam się z moją BFFandever na mały wypad do Gdańska. Po grze w Cymbergaja (w którego nie chwaląc się jestem mistrzem mistrzów), zjedzeniu pysznego jedzonka i wypadzie na kręgle byłyśmy padnięte. Słonko świetnie nam świeciło i pozwoliło na to, że wydałam masę kasy na ubrania... niepotrzebne ubrania. 

Ale kupiłam sobie ładną katanę, w której wyglądam jak Meghan Trainor, tyle, że twarz niepodobna, włosy niepodobne, uroda niepodobna i figura też. Ale z tą kataną normalnie wyglądam jak jej kopia, albo jak bezdomna (cytując Matczyną Jednostkę).

Rolkowe szaleństwo.

Idąc za głosem swojego serca postanowiłam pójść na rower. Najpierw wzięłam pompkę i postanowiłam go odkurzyć wyciągając owy starożytny rzęch z końca garażu, jednak nie udało mi się to, ponieważ, bo na kierownicy siedział on... ogromny pająk z rodziny pajęczaków. Ten z takimi dużymi nogami. Fuj. Także rowerowi powiedziałam ,,papa", dopóki ktoś nie usunie lokatora.

Postawiłam jednak na rolki, które grzecznie leżą w szufladzie mojego pokoju. Są normalnie jak fumfel nówka nie śmigane i okazało się, że przez zimę nie nauczyłam się jeździć, ale żeby było profesjonalnie to zrobiłam zdjęcia i wstawiłam na Instagrama. Że niby mega utalentowana i w ogóle #carpediem.


Udało się też zagrać parę partyjek tenisa, siatkówki i oczywiście odkurzyłam swoje planszówki. Myślę też nad zakupem UNO-Jenga. Ktoś z Was ma?

Mała zmianka.

Postanowiłam zrobić coś ze swoją przecież już nieskazitelną urodą. A tak serio zrobiłam sobie kitka i jak zobaczyłam to siano to od razu poszłam   (pojechałam samochodem, żeby był szpan) do fryzjera i zrobiła myślę, że dobrą robotę. Za jakiś czas idę ogarnąć brwi. Strasznie nie lubię tego wyrywania woskiem... Także mam nadzieję, że ten botoks włosowy, hajs który wydałam i fakt rozmawiania z fryzjerką o pogodzie (w cholerę naciągana rozmowa) nie poszedł na stratne.

W październiku idę na wesele, więc, znając życie będzie tak iż dopiero do fryzjera pójdę w październiku. Bazinga.

Rysunek co wygląda jak malowany przez dziecko, ale taki miał być.

Aby ten czas nie poszedł na marne w moim dziwnym świecie postanowiłam się rozwinąć duchowo i artystycznie. Wyciągnęłam swoje akwarele i postanowiłam się nauczyć nimi rysować. Pierwszy obraz na twardej, niczym skała tekturze poświęciłam postaci Małego Księcia. Okazało się, że akwarele bardziej mnie przekonują, niż farby olejne, jednak wciąż lepiej wychodzi mi szkic, dlatego już dziś zabieram się za nową pracę i myślę, czy jej nie połączyć z atramentem, jednak się trochę boje za to brać, chociaż mniej boje, niż pająka :D.


Czekam wciąż na jakieś wieści o tegorocznym programie Mam Talent. Chciałabym zgrać ekipę, a dowiedziałam się że informacje dostanę do końca kwietnia, więc czekam niemiłosiernie i wciąż odświeżam pocztę. Z roku na rok jest coraz lepsza zabawa, więc mam nadzieję, że w tym roku uda mi się uczestniczyć i będzie bomba!


A Wy jak spędzacie te pierwsze słoneczne dni?
#carpediem

A dla Was fajny kawałek!



Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze