środa, 15 sierpnia 2018

O moim hobby słów kilka.

Farby olejne, akwarele, ołówki, kredki, szkicowniki
różnej gramatury...to tylko kilka z moich
przyborów do malowania :)
Hejka Kochani.

Macie tak czasami, że chcę Wam się pisać, ale nie macie o czym, ale nie chcecie, żeby wpis był o dupie Marynie (swoją drogą ta Maryna musi mieć spoko dupę) ale chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie. A, że Szczebrzeszyn ode mnie niedaleko to dzisiaj wpis o zacnej dupie Maryny.

Jak już wiecie (albo i nie), hobbistycznie oprócz rzutu skórką od banana w dal, zajmuje się również rysowaniem, szkicowaniem, a czasami nawet malowaniem farbami i dzisiaj właśnie i tym będzie owy wpis.

Mój pierwszy szkic :)
Z tą dziedziną,  zaczęło się już we wczesnej podstawówce. Kiedyś mieliśmy namalować martwą naturę, Pani Wychowawczyni klasy drugiej, może trzeciej postawiła parę owocków z koszem, jakąś ścierką i kazała nam je namalować. Obstawiam, że nie liczyła na jakieś wielkie wow, ale chyba chodziło na styknięcie ze sztuką jakąkolwiek takich bez mózgów jak my. Pod koniec lekcji kazała nam zostawić pracę na parapecie, aby wyschły, no i podpisać.

Kolejnego dnia już na początku lekcji zostałam wezwana do owej Pani. Myślałam, że coś nabroiłam, ale przypomniałam sobie, że w tym tygodniu nikomu spodni nie ściągałam i byłam w miarę grzeczna, więc co miało się stać? Pamiętam, że wzięła mnie sama do klasy i pokazała mi rysunek, który namalowałam, siedząc obok ze stoickim spokojem.

Książka do nauki rysowania
Pomaga w szkicowaniu
od podstaw :)


Mój ulubiony szkic :)
Gdybym miała lat 13 plus to pewnie szukałabym jakiegoś wyimaginowanego penisa, czy coś, ale wtedy naprawdę nie wiedziałam co zrobiłam źle, że ma taką minę, jakby zatruła się wczorajszą grochówką. Okazało się, jednak, że obraz bardzo jej się podoba i oprócz wpisania mi trzech szóstek (ach ta szatańska krew), to mnie wysłała do Pani Dyrektor. Najchętniej bym spierdzieliła stamtąd na przerwę, bo zapraszając mnie do klasy przeszkodziła mi w jakiejś tam grze z dzieciakami, ale cóż miałam zrobić. Pani Dyrektor postanowiła mnie zapisać na zajęcia plastyczne dla starszaków, chociaż do teraz nie wiem, co ona takiego widziała w tym obrazie Picassa.

Kolejny szkic
Wciąż się uczę :)
Obraz poszedł do ,,galerii szkolnej", a ja ze starszymi dziewczynami chodziłam na to dziwne kółko, które mi się w sumie nie podobało, bo nikogo nie znałam. Z czasem jakoś mi się udało przyzwyczaić, ale wciąż czułam taką pustkę. Coś jak jedzenie frytek bez ketchupu. Koniec końców całkiem dobrze mi szło i za radą Matczynej Jednostki, postanowiłam zostać na kółku. Pamiętam, jak malowałam ściany klasy plastycznej, na drabinie z ogromnym lękiem wysokości, pamiętam też, jak poszłam na konkurs i miałam naprawdę spore szansę na wygraną, a wygrała córka nauczycielki, z takim dennym mułem, że ja bym jej nie dała nawet wyróżnienia.
Oczywiście nie liczyłam na wygraną, ale moim zdaniem to żałosne, że faworyzuje się dzieci nauczycieli.
Tak było w tej szkole zawsze i w każdej dziedzinie. Ja dostałam wtedy wyróżnienie, a wygrana praca została praktycznie wybuczana przez wszystkich. Ale przyzwyczaiłam się, tak samo było z marzanną, szkolnym ,,Mam Talent", czy konkursie piosenki. Zawsze wygrywało dziecko nauczyciela. Także wtedy postanowiłam wypisać się z kółka plastycznego.
Aktualny zestaw ołówków i węgli.
Nie chcę wiedzieć ile to wszystko kosztowało :)

W gimnazjum ponownie się na nie zapisałam, tym razem z innym nauczycielem, który w sobie miał więcej pasji. Tym razem udało mi się zdobywać nagrody za parę konkursów, a dzieciaki nauczycieli miały ciężej, niż w podstawówce. W szczególności te, których rodzice swoją karierę pozostawili w tamtej szkole...

W szkole średniej włączył mi się tryb hipstera, malowałam już nie dla szkoły, ale bardziej dla siebie. Pierwsze szkice, średnio mi wychodziło. Zastępowanie rąk rękawiczkami... dziwne proporcje, no ale cóż, od czegoś trzeba zacząć. O dziwo szkolne konkursy omijałam szerokim łukiem, bo wolałam rysować coś dla siebie. Strasznie nienawidziłam schematycznego rysowania. Miałam straszny problem, jak w szkole musiałam zrobić coś, co miało być takie same jak pierwowzór.
A tutaj mój szkicownik. To właśnie w nim ćwiczę rysowanie
i robię zadania z książki :) Nie wiem czy jakościowo widać
ale to pszczoła...albo osa :D
Drażniło mnie to. Pod koniec szkoły średniej zaczęłam się bardziej angażować. Kupowałam różne przedmioty do malowania, szkicu... dużo dostawałam na święta, czy urodziny. Dzisiaj mam tego masę, a kolekcja wciąż się powiększa. Moim ulubionym szkicem jest portret Agnieszki Chylińskiej, który namalowałam pod wpływem gniewu. Jednak coś w tym jest, że osoby, które mają artystyczną duszę, są najbardziej ,,płodni", kiedy są smutni, bądź coś ich drażni.



Dzisiaj było tak ogólnikowo, bo nie chcę Was zanudzić. Kiedyś, bodajże w październiku, bo to najnudniejszy miesiąc ever opowiem Wam o przyborach do malowania, niektóre są naprawdę dziwne, inne zrobione samodzielnie. Muszę tylko wymyślić, żeby taki wpis był ciekawy. Chciałam do tego dołączyć, ale maksimum literek do czytania dzisiaj już zużyłam i mnie się kończą. No to do napisania!

A Wy macie jakieś hobby? Rozpiszcie się, chętnie poczytam!


To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#Tamtadadam


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sprzedam majtki i rabarbar. #17

Czołgiem ludzie.

Dzisiaj mam dzień lenia, po wczorajszym dniu mam dosyć wszystkiego i postanowiłam sobie zrobić freedom. Miałam też rysować, ale mi się nie chcę. Muszę się kopnąć w dupę, bo jest już osiemnasta, a ja nienawidzę marnować czasu. Chociaż to robię i cały obłęd w tym właśnie moim życiowym kole.

Co u mnie? Oprócz tego, że odwiedziłam ZNOWU parę razy jeziorko, nauczyłam się lepiej pływać, a moja piłka z chińczyka za 25 złotych jeszcze o dziwo trzyma, postanowiłam zrobić coś czego jeszcze nie zrobiłam. Zacznijmy od tego, że obaliłam rekord jazdy na rolkach, albo w moim wydaniu na lolkach (pozdrawiam wszystkich tych, co nie wymawiają literki ,,R" i nienawidzą słów rower, czy rabarbar). Do teraz mam odciski na stopach i plaster na plasterku, ale dzisiaj wieczorem znowu sobie wsiądę, ale na jakieś 20-30 minut. (edit: jednak mojej leniwej dupie się nie chciało).
Jestem z siebie bardzo dumna, bo to takie moje małe osiągnięcie sportowe, tym bardziej w tym upale. Ile przejechałam, nie wiem, ale ludzie nawet tyle nie chodzą, bo używają miejskich autobusów. Więc chyba dużo.

A no i chciałam Wam opowiedzieć o warsztatach, na które chodzę. Super sprawa, ponieważ uczą tam rysunku od podstaw, a i jest coś dla tych bardziej nauczonych.
Ja się czuję tak na środku. Przedstawiam Państwu książeczkę, z  której każdy nowy i nie nowy uczeń rysunku może się czegoś nauczyć. Portrety, zwierzęta, krajobraz...tu jest wszystko! Naprawdę polecam, ja książkę dostałam za darmo, ale można ją kupić w Empiku. Kiedyś o niej opowiem więcej, jak poświęcę cały post rysowaniu.

Byłam też na koncercie disco polo. Fanką nie jestem, ale dla Sławomira to mogłam pojechać no nie? :D Faktycznie zdałam sobie sprawę, że znam masę piosenek, ale nie umiem ich połączyć z wykonawcami.

No i w tym roku tradycyjnie odwiedziłam też Jarmark Dominikański i jak zwykle zastanawiam się, jak można kupować takie ,,cosie". Ogólnie owy Jarmark charakteryzuje się tym, że jest to miejsce dla kolekcjonerów, fanów dziwnego niezidentyfikowanego jedzenia i antyków, jednak prócz klasyków na głównym jarmarku, jak jakieś koszulki, porcelana, czy książki, idąc na pchli targ można było znaleźć wszystko, co u mnie w domu wylądowałoby w śmietniku.
Osobiście dziwie się, że ktokolwiek to kupuje (o ile kupuje, ale po coś tam stoją), może nie rozumiem fenomenu góralskich kapci na pomorzu, ale powiedzcie mi jak można kupić stary antyczny wózek dla lalek bez dwóch kół za 3 tysiące słotych, starą pękniętą ozdobę choinkową w sierpniu, czy może drzwi za 800 zł zniszczone tak bardzo, że nie nadają się do wchodzenia. Ani wychodzenia, żeby jasność była. No i do nikogo słynnego nie należały.  Hitem była jednak muszla klozetowa z popękaną deską i lalka dziecięca bez oczu, włosów i ręki. Zasadniczo ja bym to wszystko wzięła i wywaliła na śmietnik.
O ile faktycznie rozumiem fenomen zbierania płyt winylowych, starych monet, ciuchów czy portretów, to zbieranie śmieci za taką cenę jest już troszkę chore.

Ale może ma to jakąś większą głębie...wypowiedzcie się :D.

Swoją drogą sprzedam zużyte majty i skarpety bez pary, starą doniczkę po kaktusie, portfel z dziurą i stary zeszyt od matmy, klasa 5A, który wpadł mi przez przypadek do bigosu. 

A no i odwiedziłam w końcu, chociaż mam blisko wystawę obrazów, która bardzo mi się podobała i była lepsza od zeszłorocznej. A to mój faworyt. Bardzo podoba mi się oddanie szczegółów w tle bloku z tyłu. Taka szara, normalna codzienność... ->

To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam
Beatrycze.





#Śmieszki-Beatrycze



środa, 25 lipca 2018

Tour the jezioro #16

Czołgiem ludzie!

Co u mnie? U mnie, jak to mówią ziomy wporzo. Nawet ujdzie. Przejdzie bokiem. I w ogóle. Szołmastgołon.

Krótki przegląd tygodnia. Oprócz wypróżniania się, natłoku pracy, udało mi się troszkę wypocząć i zrobić ciekawych parę rzeczy. Byłam w kinie na filmie ,,Jestem taka piękna" i daje mu słabe 7/10.

Osobiście myślałam, że film będzie ciut śmieszniejszy, był zbyt przewidywalny i pewnie dlatego nie dałam mu więcej w skali zajebistości Doris. Były momenty śmieszne, ale nie było jakiegoś WOW. Na końcu okazuje się, że każdy może osiągnąć sukces i niezależnie od wyglądu być pewną siebie. No, już na początku filmu wiedziałam, jaki będzie tego morał. Plusik mają u mnie za dodanie mojej ulubionej piosenki. Wiedziałam, że będzie, po zwiastunie. Było tam mnóstwo soundtracków, aż jeden. Teraz chciałabym moją Mamę zaciągnąć do kina. Tak z córeczką. Fajnie by było, bo nigdy tak nie było.




Odwiedziła też mnie moja ukochana... już duża Księżniczka Amelka :).

Jak ten czas leci, jeszcze niedawno bałam się Ją podnieść, a dzisiaj najchętniej sama by już dreptała... ale jeszcze ma czas.

Niestety pogoda mnie nie rozpieszcza i wypad nad namioty nie został zrealizowany, nawet biorąc pod uwagę, że nie mam namiotu. Powolutku planuje moją małą wielką wyprawę do Warszawy i spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Powiem szczerze, że strasznie się boję jechać sama pociągiem, chociaż wiem, że tam mnie ktoś odbierze to jestem kiepska jeśli chodzi o komunikację i orientację w przestrzeni. Potrafię pomylić nawet tramwaje w Gdańsku. Także boje się, że zrezygnuje w ostatniej chwili, a bardzo bym tego nie chciała. W końcu Warszawa aż tak daleko Gdańska nie jest. W sumie mogłabym jechać i na koniec świata, ale samemu jest ciężej. Mieliście już takie samotne podróże? Jak się czuliście? Chętnie poczytam o Waszych odczuciach.

Później zrobiłam mały trip nad jeziorkiem.
Strasznie wkurza mnie to, że jeziorko mamy rzut beretem, ale niestety co chwila robią drogę i trzeba stać na światłach. A co do jeziorka, zabraliśmy małą Emilkę, pogoda była super, woda cieplutka, chociaż wczoraj jeszcze lało.
Lekko się opaliłam, pojedliśmy pyszne ciasteczka samorobne (tak...sama upiekłam ciasteczka!) i wróciliśmy do domku.

Kilka dni później znowu powtórzyliśmy trip, tym razem z zupełnie inną ekipą. Lubie takie spontany, bez planowania... jeziorko i relaksik.

Na takie tripy kupiłam sobie worek z napisem ,,Hakuna Matata". Jest świetny i nieprzemakalny. Oby więcej takich spotkań. Teraz niestety czeka mnie tour the praca. Mam nadzieję, że szybko minie, bo kupiłam sobie piłeczkę do siatki i już za dwa dni wybieram się znowu nad jeziorko, aby wypróbować :D.

Pozdrawiam wszystkich wielbicieli jeziorek.


To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam
Beatrycze

Pamiętajcie, aby nawet najzwyklejszym dniem się cieszyć!

#Śmieszki-Beatrycze





środa, 11 lipca 2018

KRUTKI PORADNIK - JAK BYĆ ŚMIESZKIEM

Dzisiaj będzie z dystansem do siebie, z humorkiem i mam nadzieję, że uśmiechem na twarzy. Jeśli nie masz tego pierwszego, lepiej nie czytaj dalej bo cierpisz na uwiąd starczy.

Czy właśnie wszedłeś w kryzys wieku średniego? Nie wiesz co z sobą zrobić, całe dnie stoisz w kolejce do kasy w Biedronce, mając tylko polędwicę sopocką i nikt Cię nie chcę przepuścić? Skończyły się pierogi? Masz fajną książkę, ale nie chcę Ci się jej otworzyć? Zgubiłeś skarpetkę, a parówki w Twojej lodówce są po terminie? Dobrze trafiłeś, albowiem ten post jest właśnie dla Ciebie!

No chyba, że masz uwiąd starczy. Straszna choroba.

PORADNIK - jak być śmieszkiem

#1 Dystans do siebie, albo wszyscy umrzemy.

Śmiej się z siebie, nie z innych, chyba, że masz do czynienia z debilami. Mów o sobie w trzeciej osobie, tak abyś nie dostał depresji. 

,,Mam gwiazdkę michaleeelina. Czekam, aż parówki wypłyną"




#2 Ubieraj się tak, jakbyś nie rozróżniał kolorów.

Kolorowe skarpety, szelki, dziwne napisy, czapki. Ludzie się gapią, ale masz to w dupie, bo przecież lubisz oryginalność i to, jak coś się wyróżnia. A jak ktoś ma problem, to wróć do punktu pierwszego. Stwórz własnego ja, ale wracając do poprzedniego postu, to nie polecam kupować stroju Borata.

,,Noszę takie skarpetki, bo wabię na nie facetów."

#3 Inspiruj się innymi osobami.

Najlepiej jakimiś sławnymi ludźmi. Ja często zabieram im teksty i mało kto o tym wie, a nie trzeba się do tego przyznawać, chyba, że piszesz w internecie, co powiedział jakiś gość. Uwielbiam powielać teksty, które największego smutasa rozweselą. Najlepiej inspirować się Youtuberami, pewien z nich napisał świetną książkę, którą serdecznie polecam.
Jednak najlepiej mieć własne teksty...

Martin Stankiewicz
,,Śmieszek"
i moje skarpetki

,,Po lewej widzą państwo syf, po prawej chujnie" - ja, oprowadzając osobę w pracy.
,,Ja jestem taka, bo mnie matka w piwnicy trzymała przez piętnaście lat" - częsta odpowiedź na stwierdzenie, że jestem ,,dziwna".

#4 Unikaj kontaktu z ludźmi, kiedy masz zły humor.
Znam masę ludzi, którzy mają podobne cechy charakteru, co ja, ale chyba nie ma człowieka, który się wiecznie śmieje. Wprawdzie ,,śmieszek" to nie jest cecha charakteru, ale jednak śmieszki to ekstrawertycy, czyli ludzie, którzy uwielbiają kontakt z innymi, czym więcej ludzi, tym lepiej. 

Często mi mówią, że ja nigdy nie jestem smutna, że zawsze wesoła i z bananem na buzi i tu zaskoczę, że i ja bywam smutna. Albo i nie zaskoczę. Każdy bywa smutny. Jeśli jednak chcesz zostać zapamiętany jako śmieszek w towarzystwie to lepiej udawać dobrą minę do złej gry. Oczywiście problemami zawsze można się dzielić z zaufanymi osobami.

#5 Rozweselaj innych.


Rok 2015, Gdańsk,
po koncercie
A.Chylińskiej
Ludzie lubią ludzi wesołych. Nikt nie lubi depresji i zrzędzenia... marudzenia...fochania się o byle co. Wiadomo, że dzień, to wstać, zjeść i iść spać, ale zawsze tak było, humor i dobra atmosfera pobudzą nawet najgorszego twardziela. Jeśli widzisz, że ktoś ma zły humor, to staraj na początku zadać bardzo bezpieczne stwierdzenie ,,Coś się stało" (być może osoba ma naprawdę powód, aby być smutna i w tym momencie, rozweselanie będzie uznane jako wredne), jeśli jednak osoba po prostu jest smutna można walnąć jakimś sucharem, zaśpiewać ,,Żono Moja" lub zaproponować kupno  kilograma ziemniaków. Sarkastycznośc przede wszystkim (co ciekawe, często nie rozumiem sarkazmu). Ja na przykład uwielbiam taką wiadomą głupotę:


,,Pięć minut do końca meczu, a ja nie wiem po której jest nasza bramka i gdzie mamy strzelać" - na meczu Polska - Japonia

Wiadomo, nie znam się na piłce, ale są jakieś granicę, a i chyba każdy, choć się zaśmiał, zrozumiał, że ten fakt był kłamstwem. Albo chociażby tytuł wpisu...

#6 Bądź poważnym, kiedy trzeba.

Mam na myśli, pogrzeby, jakieś konferencję. Czasami nie wypada się śmiać i ubierać, jak ubieram. W niektórych momentach coś jest po prostu niesmaczne. Nie bądźmy też nachalni, jeśli ktoś nam coś tłumaczy, uszanujmy to.
2017
Malbork, Zamek
Dama z łasicą
Jeśli coś mówi - posłuchajmy. Nie śmiejemy się z innych, w szczególności na tle rasistowskim, religijnym, poglądowym. Szanujemy się, a z kogoś możemy żartować, gdy ten sam poruszy tematykę. Osobiście powiem, że mam z tym problem, bo często nie potrafię być poważna.

Niech inni pamiętają, że nas też można obrazić, chociaż osobiście rzadko się focham :).

#7 Miej swoją pasję, hobby...zainteresowanie.

Ciekawych ludzi jest coraz mniej. Tak po prostu. Graj, śpiewaj, tańcz... nawet, gdy Ci nie wychodzi.


Powiem Wam, że zmiana na taki styl życia nie była łatwa. Wręcz przeciwnie z osoby, która była introwertyczką przerodziłam się w ekstrawertyczkę. To jest zmiana o 360 stopni (bo więcej nie ma). Ale dzięki takiemu postrzeganiu świata mam więcej znajomych, zaczęłam kochać życie i lubić to, co robię. Ale przede wszystkim przestałam się bać i stresować. Bo jak się zestresuję i zrobię coś głupiego to przecież to ,,cała ja królowa łez".

Minusem jest to, że mam 22 lata i zmarszczki...po uśmiechu.

Oczywiście cały ten poradnik z przymrużeniem oczka...

A jak jest naprawdę? Taka szczera prawda, której może nie każdy zna, ale ja lubię prawdę, więc się nią podzielę. Długo czekałam, aby napisać taki wpis od serducha, taki mega prawdziwy, ale najpierw chciałam porozmawiać z dwoma osobami, które również mają tendencje śmieszka, aby zrozumieć prawdziwą, nieudawaną psychikę takich ludzi, jak ja...

Jesteś wśród ludzi = jesteś uśmiechnięty. 

Jednak co się dzieje, gdy takich ludzi nie ma wokół, bo przecież nie zawsze są? Pewien kolega zapytał mnie kiedyś, co jest dla mnie największym cierpieniem, zaraz po strachu spowodowanym stratą bliskiej osoby, odpowiedziałam, że samotność.

,,Ej gwiazdy słychać mnie tam? Przeżyje wszystko, tylko proszę nie chcę zostać sam. [...] Tak zupełnie sam jak palec. Samotności się boje, śmierci nie boje się wcale" - Lasio Companija (muzyk)

Ekstrawertyk i samotność to jest najgorsze co może być. Żyjesz wśród ludzi, masy ludzi, którzy tak naprawdę prócz rozmów na Facebooku, nie maja zbytnio czasu na rozmowę, spotkanie, także zostaje tylko praca, gdzie właściwie wyładowywuje swoją energię. Dlatego staram się jak najwięcej robić czegokolwiek, by się nie nudzić, bo nuda mnie zabija.


Prawda jest taka, że samotność doskwiera mi bardzo często, choć dużo osób myśli, że będąc duszą towarzystwa mam masę znajomych. To jest prawda, ale jednak jest to samotność w tłumie. Czym dłużej nie ma przy mnie bliskiej osoby, tym bardziej odbija mi się to na psychice. Często biorę gitarę, gram ulubione piosenki, rysuje, tylko po to, aby oderwać myśli, że jestem sama. Czasami są to zwykłe godziny, bywa, że tygodnie. Pamiętacie, jaki ,,koszmar" przeżywała Fiona, zamieniając się w ogra po zachodzie słońca? Za dnia pięknością się staje, w nocy zaś szkaradna bla bla bla. To tak, jakby prowadzić dwa różne życia. A ilu z nas w pracy, w miejscu gdzie są ludzie zachowuje się zupełnie inaczej, niż w domu?

,,Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy - powiedział Mały Książę, a chwilę później dodał: Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się oglądać zachody słońca. Więc wówczas, gdy oglądałeś je czterdzieści trzy razy, byłeś aż tak bardzo smutny? - zapytałem, ale Mały Książę, nie odpowiedział"

Wśród ludzi w kolorowych skarpetkach, z uśmiechem na twarzy i gitarą kroczę przez świat, a wewnątrz rozróżniasz tylko szary i czarny, czujesz się jak maleńka cząsteczka, która robi wszystko, żeby życie przypominało choć trochę te, widziane oczami innych. Nie mówię, że codziennie jest źle, że codziennie jest mi smutno, że chcę się zabić. Wręcz przeciwnie, robię wszystko, aby czuć się dobrze, ale do tego potrzebni mi są ludzie. Nie pieniądze.

Czasami zastanawiam się, czy to śmieszkowanie, to jest wybryk na pokaz, jednak po głębszym zastanowieniu się stwierdzam, że to jest odbieganie się problemów dnia codziennego. Im bardziej nasilają się, tym większe wywołują emocje.

Widzicie różnice? Zobaczcie początek postu... zobaczcie końcówkę. To cała ja... to właśnie ja.

Dzisiaj z takim akcentem kończę ten wpis. Kolejny będzie tradycyjny. Czołgiem.


Na dobre poczucie humoru, moje ulubione Studio Accantus i piękna piosenka z Disney'a!


To w sumie by było na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze


#Tamtadadam


wtorek, 3 lipca 2018

BEZmyślnik zakupowy (polędwica, szmata, mata i pierogi)

Po długim czasie, bo ostatnio pisałam w marcu... zapraszam Was na BEZmyślnik zakupowy...

Ostatnio sporo rzeczy kupiłam... polędwicę sopocką, trochę sera, czy ziemniaków na wagę, dzisiaj skoncentruje się jednak na bardziej zajebistych rzeczach, które udało mi się ostatnio utrafić...

Jako fanka posiadania twarzy o koloru duszy polecam z czystym sercem maseczkę, która dziwnie zastyga i czujesz się, jak zasysany przez jakąś inną czasoprzestrzeń.
Avon, cena ~10 zł
Ścierko - tiszert 30 zł
Sinsay
Nie mam pojęcia, co owa maseczka robi, ale kreuje się ogromną zajebistością, ale tak czy siak ma się po niej pupcie niemowlęcia, a czy zwalcza pory to nie wiem. Musicie je zapytać (alpauz proszę). Tak czy siak po użyciu maseczki urodą pobijecie nawet Helenę Paździochową.

Kolejną rzeczą jest tiszert, który wprawdzie wygląda jak szmatka, czy tam ścierka, ale nie wchłania mokrego.
Pomimo faktu iż trzeba ją często prasować wygląda zajebiście z wszystkim, wyliczając strój kąpielowy Borata. Specjalnie zrobiłam zdjęcie przed prasowaniem, wcale nie dlatego, że jestem leniwcem i nie chciało mi się iść po żelazko. I to by było na tyle bo aż tak koszulka zajebistością nie ocieka. Ocieka właściciel, koszulka nie...

Przedstawiam Państwu również coś nowego dla mojej psinki Puszosławy o której istnieniu nie da się zapomnieć. Oto mata kupiona w markowym chińczyku, która idealnie sprawdza się kiedy Twój pies wylewa notorycznie wodę.
Zazwyczaj robi się kałuża, czasami ktoś w nią wdepnie i się roznosi po całym domu. Tutaj woda wylewa się na matę i w nią wsiąka, wtedy można albo zgarnąć wodę na jakiś chłonny ręczniczek, albo poczekać aż sama wyschnie, bo ma takie właściwości. Mój czworonóg ostatnio przy aportowaniu, jak chcę się pić, wkłada piłkę do wody i piszczy, że nie może się napić, bo piłka zajęła całą miseczkę, a większość wody znalazła się na macie. Pozdrawiam właścicieli piesełków i innych rozrabiaków.

Jako wielbicielka flamingów chciałabym Wam pokazać nową poszewkę.
Poszewka zajebistości
Pepco - 10 zł
Nie wiem, co o niej napisać to powiem, że chciałabym kupić sobie szynszyle.

Aby zakończyć tą żenującą notkę chciałabym jeszcze dodać fakt iż dostałam płytę do nauki jodłowania. Zdjęcie dam później, ponieważ iż... znajomy pożyczył twierdząc, że chcę wystąpić w kolejnej edycji Mam Talent. A czy ja się nauczę jodłować? Raczej nie, wolałabym zacząć lepiej wymawiać literkę ,,R", w życiu chyba bardziej przydatne... (aplauz x2)

A dzisiaj mi się śniło, że robiłam jako support Chylińskiej na koncercie, ale w postaci kabaretu. Z jakimiś obcymi ludźmi i wyszło całkiem śmiesznie :). Ahhh marzenia! (dobrze, że nie śpiewałam, bo by ludzie poumierali, a bydło z wioski obok spierdoliło).

A dla Was dzisiaj coś fajnego mom:



To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#BEZmyślnik-zakupowy