Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 czerwca 2018

Forever Child #13 + Nasze Q&A


Hejka Kochani!

Wy też macie tak, że największą wenę twórczą macie wtedy, kiedy jesteście zawaleni obowiązkami? Bo ja ostatnio tak. Lenistwo nie jest zbyt kreatywne... jednak.

Wyszczekana wyprawa

W ciepły dzień, po perspektywie załatwienia wszystkiego (w Urzędzie Komunikacyjnym, w którym ostatnio bywam bardzo często, bo okazuje się, że nie mam podpisu wujka dziadka kuzyna psa...), udaliśmy się na małą wyprawę po Gdańsku. Zapchanym autobusem, bez klimy dotarliśmy do centrum i poszłyśmy zobaczyć nową galerię o nazwie Forum Gdańsk. 

Galeria miała swoje otwarcie w sobotę 26, dziesięć dni po falstarcie otwarcia, gdzie ponąć wszystko zalało.
Robi wrażenie. (Foto z oficjalnej strony Galerii Forum Gdańsk)
Po zalaniu nic nie widać, a sama galeria robi wrażenie.
Można się zgubić, nawet chodząc z mapą. Pierwsze na co zwróciłam uwagę to bardzo ładne tarasy na zewnątrz, plac widokowy i leżaki. W środku też niczego sobie, masa sklepów, kawiarni, restauracji, kino... ogółem każdy znajdzie coś dla siebie. Jest też jeden supermarket, nie wiedzieć czemu znowu Piotr i Paweł. Mogliby coś innego dać. Jedno, co zwraca uwagę to fakt, że galeria posiada dwa McDonalds'y, co na pewno zwróci uwagę niejednego pochłaniacza burgerów (czyt. mnie). Niedaleko jest galeria Madison, więc nie wiem czy ludzie potrzebowali drugiej, ale jedno jest pewne, że robi wrażenie. Ktoś z Was był?

Potem poszliśmy na planowany film do mojego ulubionego kina Krewetka. Byliśmy na filmie ,,Wyszczekani". Powiem Wam, że komedia całkiem niczego sobie, może bez jakiegoś większego szału. Były momenty, gdzie można było się pośmiać, ogólnie polecam, jak ktoś chcę iść z rodzinką. Takie 7/10 w skali zajebistości. Jeśli ktoś lubi gadające psy, to zamiast ćpać, polecam ten film.

Pierwszy plażing nad jeziorkiem!

W kolejny słoneczny dzień postanowiliśmy pojechać nad jeziorko. Szwagier zadowolony, bo w końcu zgodziłam się prowadzić i mógł sobie wziąć piwerko.
Było bardzo gorąco, każdy się kąpał, a woda cieplejsza niż niejednego letniego dnia. A podkreślam, że jeszcze był maj! Na następny wypad chcę kupić materac do wody, albo jakiegoś fajnego dmuchanego flaminga!

Festiwal Kolorów

Zawsze mi się kojarzył z latem. Biorę w nim udział już trzeci raz. Niestety pogoda nas na koniec nie pieściła. Strasznie zaczęło padać i koniec końców kolorowy piasek miałam w formie mokrej wszędzie.
Mało tego, nie dało się zmyć, a co gorsza wyprać ubrań, także kolejnego dnia jechałam na przegląd autka z apaszką na szyi, żeby nie było widać fioletowego koloru, który wygląda, jakby się ktoś nade mną znęcał

Swoją drogą wyobraźcie sobie cały McDonald's zawalony ludźmi z festiwalu, którzy byli tak mokrzy, że aż po nich ściekało. Nigdy przedtem nie widziałam tyle ludu w maku!

A ja znowu o maku...
Mimo pogody i faktu, że krótko tam byliśmy, myślę, że miło spędziliśmy czas.

RIP: Koszulka i nowe spodenki [*]


,,Kiedy zaczynasz wszystko rozumieć, mówisz: „Aha!” i masz siedemdziesiąt lat. Nie chcę dożyć momentu, kiedy w moim życiu wszystko będzie jasne." - Agnieszka Chylińska

Zapraszam Was na dzisiejsze, tematyczne:

,,Nasze Q&A" 
3/10

Dzisiejsza tematyka: Dzieciństwo.

1. Jaka była Twoja najlepsza zabawka z dzieciństwa?
2. Opisz krótko pierwsze wspomnienie z dzieciństwa, które przypomniało Ci się zaraz po przeczytaniu tego zdania.
3. Co, według Ciebie nie zmieniło się od czasu, kiedy byłeś/byłaś dzieckiem?

Moje odpowiedzi:
1. Najbardziej wspominam chyba moją kolekcję Barbie. Nie miałam swojej ulubionej lalki, wszystkie miały włosy poczochrane, jakby włożyły widelec do kontaktu, ale właściwie nimi uwielbiałam się bawić. Miałam nawet domek dla lalek, taki bardzo drogi i wypasiony. Oddałam go najpóźniej pewnemu dziecku i bardzo mi było przykro, że już po tygodniu był zniszczony, a ja tak o niego dbałam...

2. Hmm... chyba pierwszy ,,piknik", który postanowiliśmy zrobić. Ogółem każdy z nas miał przynieść coś na piknik i skończyło się tak, że mieliśmy tylko chleb i ketchup... bardzo dużo chleba i ketchupu. O dziwo piknik się udał :D, a suchy chleb z ketchupem nigdy później tak nie smakował!

3. Chyba charakter. Wciąż jestem takim dzieciaczkiem wewnątrz. Nienawidzę Urzędów (zresztą kto lubi), wypełniania druków, takiej większej odpowiedzialności. Nie czekałam, aż będę miała osiemnaście lat, nie śpieszyło mi się. Cały czas jestem i będę dzieckiem, które woli kupić dmuchanego, różowego flaminga, niż fajki i dobry alkohol. Wolę bajki, niż filmy, które są obtoczone politycznym gównem, wolę rozmowę z dziećmi, niż ich często samolubnymi rodzicami, dla których liczy się uznanie sąsiadów. Wolę t-shirt z Muminków, niż nową miniówkę.

A teraz w komentarzach, czekam na Wasze odpowiedzi!




Wszystkiego Najlepszego Dzieciaczki!

To by było w sumie na tyle.
Pozdrawiam.
Beatrycze,
#Śmieszki-Beatrycze
#NaszeQ&A



niedziela, 6 maja 2018

Majówka, czyli woskowa historia o lodówce i Sopockim jeziorze (czy jakoś tak) #11


Moja mała, wielka majówka... majóweczka.

Różowe bo mogę.
Jak co roku, ja w majówkę nie próżnuje, jak co roku, raz jest ona większa, raz mniejsza, raz bardziej ciekawa, raz mniej, ale zawsze charakteryzuje ją spontan o ile pogoda jest dobra. Tak i było tym razem... kocham miesiące maj i czerwiec, bo po zimie zaczyna się cokolwiek dziać!

Pierwszego dnia miałam ochotę przywalić sobie młotem pneumatycznym w łeb, bo okazało się, że każdy z moich znajomych coś tam robi i nie ma czasu... ale ja nie załamałam się i po porannych porządkach w domu (czyt. udawanie, że sprzątam) postanowiłam udać się na rolki. Pogoda była naprawdę fantastyczna i można było pośmigać, udając, że jest się profesjonalistą, słuchając przy tym kawałka Hannah Montany i mając nadzieję, że nie zrobisz gleby o krzywy chodnik i nie obijesz sobie przy tym ryja... ryj jak ryj, najgorsze zęby. Nie mogę być bez zębów. Kto by mnie chciał taką.


Chociaż i tak nikt mnie nie chcę <iksde>

Pod wieczór udało mi się namówić jednostki mieszkające niedaleko na małe ognisko przy piwku, była gitara, kilka przekąsek i fajny klimat w środku lasu. Pod koniec ogarnęłam, że mam jedną skarpetkę inną od drugiej. Jak hipisi! 

Kolejnego dnia wybrałam się do trójmiasta, a dokładnie do Sopotu. O ile mieszkam niedaleko tego poczciwego miasta to przyznam, że byłam tam ostatni raz w gimnazjum i średnio to pozytywnie wspominam. Podróż "pierwszą klasą" obok czynnego kibla i gościa, który walił rybami nie należała do przyjemnych, ale jakoś dotarliśmy na miejsce. Pierwszym punktem było jedzenie, więc jak zwykle szukaliśmy maka. Ale uwaga, zamówiłam sałatkę. Chyba pierwszy raz. Czułam się taka fit, normalnie osiągnęłam zen... no i lody, ale ciii... (sałatka mi nie smakowała, za dużo zieleniny...). Potem poszłyśmy nad morze. Usiadł na mnie ogromny pająk z rodziny tych okrutnych, pizgało złem, ale w sumie było bardzo sympatycznie. Przeszliśmy szmat drogi niczym Cejrowski po piasku, aż okazało się, że muszę siku, bo mi się butelka wody właśnie zwróciła. I za ten zwrot musiałam zapłacić 3 zł. Co za chamstwo...
Z psiapsi na Sopockiej plaży!

Na kolejny trop naszej wycieczki zaprowadził nas Pan Spongebob (nie, nie ćpam), który nosił reklamę muzeum figur woskowych. Już dawno chciałam tam iść, nawet specjalnie jechać, ale powiem szczerze, że zapomniałam o tej Sopockiej atrakcji. Także mieliśmy zaszczyt zrobić sobie zdjęcie z Kubą Wojewódzkim, Kim Kardashian czy Michaelem Jacksonem. Fajna sprawa, atrakcja też fajna, jednak zauważyłam, że niektóre figury zrobione są z większą dokładnością, a niektóre z mniejszą. Najbardziej jednak zauroczyła mnie postać Romana Polańskiego, normalnie gościu jak żywy trup, zdjęcie zrobiłam, ale niewyraźne :(.
Zdjęcie z Jacksonem :D

Po wycieczce Sopockim mońciakiem poszłyśmy do sklepu Tiger i tam kupiłam kilka nieprzydatnych i bezużytecznych rzeczy, ale polecam ten sklep dla wszystkich bezmyślników zakupowych. Odwiedziliśmy też kilka sklepów i myślę, że dzień wyszedł nam na plus!

I tak zakończyła się nasza wyprawa tego dnia wróciłam padnięta, ale nie mogłam spać, ponieważ okazało się, że spontanicznie jedziemy pod domki nad jezioro, więc spakowałam kilka rzeczy, jakieś kosmetyki, ogarnęłam się, kupiłam jednorożca na ebay'u i zabraliśmy się tym razem rodzinnie pod domki. Tylko my i moja Puszosława.

Foto z Gandalfem
Domek był bardzo ciasny, ale wystarczający jak dla nas. Niestety byliśmy pierwszymi jego użytkownikami w tym roku. Domek był czysty i posprzątany, ale niestety tylko ogółem, aż moja mama nie otworzyła lodówki. Okazało się, że zagnieździł się w niej nienaruszony serek Hohland, który mimo, że miał datę do 26 kwietnia b.r to bez działającej lodówki śmierdział niczym skarpety mojego byłego chłopaka.

Wietrzenie domku 30 minut...
Kartka na lodówce ,,Nie otwierać".

Niestety wszystko co miało być w lodówce na grilla wylądowało na stole, ale trudno, jakoś trzeba żyć. Wywietrzenie zapachu z lodówki zajęłoby wieki, a nikomu w wolne jakoś specjalnie jej myć nie chciało się, tym bardziej, że zapach przyprawiał o wymioty nawet największego twardziela.

Jako, że był już wieczorny wieczór zrobiliśmy grilla, trochę pospacerowaliśmy i poszliśmy spać.
Na tle jeziorka i zajebistej mnie.

Kolejnego dnia poranek zaskoczył nas burzą. Niby była całą noc, ale ja nie słyszałam, bo śniło mi się, że biorę udział w Kuchennych Rewolucjach. Poważnie. Poranek, choć zimny, szybko zmienił się na słoneczny. Na początek dnia wybraliśmy się dookoła lasu i porobiliśmy parę fotek. Później, przed obiadkiem wybraliśmy się na rowerki. Wybrałam rower na dwie osoby i pierwszy raz miałam zaszczyt jechać na jednym rowerze w dwie osoby (szkoda, że nie mam zdjęcia). Parę gleb na początku się zaliczyło, najgorzej było jednak ruszyć. Śmiechom nie było końca, niczym w historyjkach w ,,Chwili Dla Ciebie". 
Klasyka to ten cymbergaj

Po obiedzie czas umilił nam bilard. O ile w cymbergaja jestem mistrzem mistrzów o tyle w bilarda hmm... no powiem szczerze, że nie mogłam trafić często nawet w białą bilę tym kijkiem (pewnie się jakoś profesjonalnie to nazywa). Koniec końców bilę wbiłam jedną. Czarną ósemkę...



Zastanawiam się, czy nie przejść na zawodowstwo.


Na koniec pobytu wybraliśmy się na rowerki, tym razem wodne. Do dzisiaj bolą mnie uda od pedałowania. Gdybyście widzieli jak wsiadam z mostu na ten rowerek, to byście padli ze śmiechu.

No i tradycyjnie grill na koniec wyjazdu, rano niestety trzeba było już jechać, czekały na mnie sprawy związane z samochodem... rejestracja, OC no i dwie nocki w pracy. Na szczęście w końcu, znowu już mam wolne, a co będę robiła przez te kolejne trzy dni to opowiem w dwunastym poście chciałam razem, ale już się za dużo rozpisałam.

A Wy co robiliście w majóweczkę? Opowiadajcie w komentarzach!

To by było w sumie na tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze


poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Nigdy wiecej zimy #8

Witajcie kochani!

Ludzik
trawiasty
Oskar
Już niedługo wiosna, a przynajmniej mam taką nadzieję. Na chwilę obecną, zamiast kwiatków zaczynają na glebie obradzać psie odchody, a wszyscy bawią się w jedną grę o tytule "nie wejdź na minę". Jednak powoli, powolutku już coś się zaczyna dziać!

Ludzie wiosna idzie!

Postanowiłam dokładnie 21 marca posadzić trawkę w główce mojego ludzika trawiastego imieniem Oskar o którym kiedyś wspominałam. Szkoda, że na dworze takiej nie ma :(
Tak dzisiaj wygląda, jego głowa pokryta została zajebistą trawą!

Wielkanocne obżarstwo.

W tym roku, jak z resztą w poprzednich latach Wielkanocy nie świętowałam. Spędziłam klasycznie z rodzinką, objadając się i grając w moje ulubione gry planszowe. Planowaliśmy wakacje i to, co będzie jutro na obiad. Czyli resztki z wczoraj. Niestety jest zimno i w sumie to, co chciałam zrobić nie wypaliło, ale spotkałam się z paroma osobami, odjebałam zaje*isty koszyczek (o którym zapomniałam i leży do dzisiaj na komodzie nieruszony) i odwiedziła mnie moja chrześniaczka Amelka. Zostały mi jeszcze dwa dni wolnego  (pewnie jak to opublikuje to minus siedem) i mam nadzieję, że pogoda dopiszę, bo w sumie ze względu na to, że pada i piździ jak na dworcu PKP, nic ciekawego nie zrobiłam.



Mam nadzieję, że mazurki, jakieś tam kurczaki nie wejdą mi w poślady, a w cycki. Ale co roku tylko mam nadzieję i na tym koniec.

Zlot motocyklowy.

Ósmego kwietnia dokładnie w mojej ogromnie małej wsi znowu odbył się zlot motocyklowy. O losie obudzili mnie znowu o szóstej, bo ktoś postanowił ZNOWU pod moim domem zacząć palić gumę (to chyba coroczna tradycja), także cały dzień i pracowitą noc byłam zmęczona, padnięta i półprzytomna.

Fanką motocykli nie jestem, ale uważam, że fajnie mieć swoje hobby. Osobiście trochę pospacerowałam, pogadałam z kilkoma osobami, których dawno nie widziałam, a pogoda dopisała świetnie. Ludzi było multum, kolejka po zapiekanki przypominała czasy komuny, a znaleźć kogokolwiek to była masakra masakr, tym bardziej, jak opisuje swoje położenie ,,jestem obok motocykla, przy innym motocyklu". Zlot motocyklowy zawsze mi przypominał początek wiosny, a także zbliżające się wielkimi krokami wiosenne ognisko, na które nie mogę się już doczekać.

A na wiosnę mam masę planów, więc mam nadzieję, że będzie o czym pisać!


Fajny wiosenny kawałek dla Was!

;

Na razie to w sumie tyle.

Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze

wtorek, 13 marca 2018

,,CUDOWNY CHŁOPAK" #7


Witam Was moi kochani!

Będzie przynajmniej jedna nowa kategoria na blogu. Będzie fajniej. Chociaż fajniejsza byłaby już wiosna za oknem... a nie to błoto i te za przeproszeniem psie g*wna na chodniku.

U mnie w ostatnim czasie wpadło troszkę pozytywów (nie, nie chodzi o test ciążowy)
i kilka plusików, także już Wam opowiadam.

Nowość na blogu.

Zdecydowałam się na wprowadzenie nowej kategorii wpisów. Będzie się nazywała ,,Nasze Q&A", podobnie, jak książka o której ostatnio mówiłam. Będzie to kategoria o dupie marynie, kilka pytań do Was, najczęściej głupich i stwierdziłam, że ta kategoria będzie miała 10 wpisów i na tym skończymy, aby Was nie zanudzić. Dodatkowo co jakiś czas w naszych typowych wpisach z serii ,,Śmieszki Beatrycze" będzie mój nieudolny makijaż, a właściwie jego zdjęcie. Jak macie jakieś pomysły z tym związane to walcie. Także to tyle, albo aż tyle.


,,Cudowny Chłopak"

Misja na 2018
Raz na miesiąc
odwiedzić kino.
Tak, w końcu byłam na tym filmie. Minimalnie zaplanowany spontan, ale pomimo tego co się wydarzyło później jestem mega zadowolona z seansu i tym razem 10/10 w skali zajebistości filmowej. Oglądając śmiejemy się przez łzy. Już dawno nie rozbeczałam się w kinie (w szczególności dobiła mnie scena, jak piesek umiera... one zawsze doprowadzają do łez największych twardzieli kina), ale jest wiele scen śmiesznych. Film jest naprawdę zjawiskowy, łatwo pojąć kto jest kim i chociaż historia z pozoru łatwa, to skomplikowana. ,,Cudowny Chłopak" uczy przede wszystkim, jak postępować z ludźmi, którzy wyglądają ciut inaczej niż ,,typowo", że nie każdy z nas jest taki sam, na zewnątrz jak i w środku, a i przede wszystkim, że nasze cechy charakteru i zachowanie często są wynikiem czegoś głębszego.
Jakiegoś wewnętrznego problemu, z którym się bardzo mocno borykamy. Więc czasami oceniając kogoś, warto się zastanowić. Lubie takie filmy z morałem, które bardzo mocno wchodzą w serducho. ~Jak ja mądrze napisałam, poproszę o brawaaaa!

,,Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat."


Dzień Kobiet.

Kwiatuszek
No drogie Kobietki? Jak tam było u Was? Ja miałam tego dnia osobisty mega zapierdol i w sumie nawet nie zauważyłam tego dnia u siebie. O dziwo nie dostałam ani jednego pudełka czekoladek? Kumacie? Nikt nie chcę mnie podtuczyć, ewentualnie twierdzą, że jestem za gruba, ale nie chcą mi tego wprost powiedzieć (ale to, to w sumie prawda). Także mam w szafce tylko niedobre świąteczne jeszcze czekoladki na które kompletnie nie mam ochoty. W Dzień Kobiet każda z nas powinna zrobić coś dla siebie, a Wy zrobiłyście? Bo ja wybieram się do fryzjera od tygodnia... dzisiaj też i raczej tam nie trafie. Życie jest trudne i ciężkie. Jednak pewna osoba wiedziała, że nie lubię ,,obcinanych" kwiatków więc dostałam takie białe w doniczce (znawca kwiatów - ,,takie białe w doniczce" - powinnam zostać ogrodnikiem) i też przecudny pierścionek, którego boje się nosić, bo po prostu zgubie.
Co ja gadam i tak zgubie. Ja zawsze wszystko gubię. Kwiecie, gdzie jesteś?

A Naszym życzę, abyśmy były twarde jak skała, niezależne i zajebiste! ~spóźnione, ale jednak :D

Niedziela nie-handlowa.

Jak spędziliście niedzielę, w której nie można było iść do Biedronki, czy Auchan (Oszołoma) i kupić cały zapas jedzenia zapobiegający apokalipsie? Lud się błąkał, zamknięty Lidl, zamknięta Biedronka... Bo wiecie ja... ja byłam w pracy. Nie pracuje w handlu i pozdrawiam osoby, które pracują czasem w niedziele... szczególnie lekarzy, strażaków, którzy naprawdę są niedoceniani w naszym kraju. Zapytałam się parę osób, które pracują jako sprzedawczynie w sklepie i ani jedna z nich nie jest zadowolona z faktu wolnego, bo mają szybciej do pracy w poniedziałek/dłużej siedzą w sobotę, a i mają wolnego tyle samo, ale mniej dni pod rząd. No i apropo rządu... co jeszcze wymyślicie ,,dobrego" dla naszego kraju? Moim zdaniem 500+, nowa ustawa o szkolnictwie, czy właśnie zakaz handlu w niedzielę to jedno wielkie g*wno. Jedyne co mi się podoba to fakt, że od paru lat sortujemy śmieci. Jedno na plus.
Szkoda, że w kratkę :(

Kolekcja Agnieszki Osieckiej.

Dostałam taki przecudowny zeszyt z ołówkami od pewnej osoby i nie mam kompletnie pomysłu co z zeszytem zrobić. O ile ołówki fantastycznie sprawdzają się przy dorysowywaniu maleńkich szczegółów moim szkicom, to zeszyt nie mam pojęcia do czego ma mi służyć. Może jakieś pomysły, bo szkoda, aby leżał i się kurzył :).

A na koniec wpisu specjalna wersja uroczej piosenki w wersji bardziej kobiecej niż mogłoby się wydawać!




Na razie to w sumie tyle.
Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze


czwartek, 1 marca 2018

Kino, rysunek i brak cycków #6


Witajcie Kochani.

Nigdy nie wiem, jak zaczynać pisanie, dlatego zmieniłam kolor chociaż.
Puszosława.
Bo jest puszysta
I sławna.
Może powinnam pisać bardziej formalnie?

 Zaiste.

Troszkę się u mnie działo. Nie miałam dzisiaj wody przez dwie godziny i internetu przez jedną. Jak żyć, jak żyć? Ale w końcu mamy taki klimat... ja już chcę wiosnę!

,,Kobiety Mafii"

W środę byłam na filmie, który o dziwo, nie był bajką dla dzieci. Szczerze mówiąc, wolę bajki, ale w sumie nic ciekawego wtedy nie leciało. Niedawno chciałam iść na ,,Cudownego Chłopca", ale zdecydowałam się, że kupię książkę i kupiłam po przecenie za dwa dyszku. Zobaczymy, mówili, że to co czytane jest lepsze.

Kobieta Mafii
Co do filmu to jest jak połączenie naszego krajowego ,,Ciacha" z ,,Botoksem" Vegi. O ile ten drugi, jako film tego samego reżysera jest moim zdaniem bardziej kontrowersyjny, to liczyłam, że ten też będzie. Było parę scen dziwnych, jednak początku filmu kompletnie nie zrozumiałam. Być może dlatego, że nie poszłam na studia, a może jednak moje IQ równa się amebie. Po półgodzinnych reklamach i szukaniu zawartości torebki, która znalazła się pod sąsiednim siedzeniem, bo się wszystko wysypało, okazało się, że film, może nie taki super, ale nie najgorszy. Moim zdaniem mało humoru, zaczyna się cokolwiek dziać, kiedy do filmu wchodzi Pani Dygant, która gra nianie. Nie Nianie Franie, ale Darie, czyli po półgodzinnym braku akcji, cokolwiek zaczyna się dziać. Są półnagie kobiety, strzelaniny, krew, seks, dragi,  cochwilowekurwa. Jednak po ,,Ludzkiej Stonodze", nic mnie już nie zdziwi. I ta dziwna akcja polskich filmów, że są różne postacie, kręcące się wobec tego samego wydarzenia. Klasyk. No i większość bohaterów jest z ,,Botoksu" Vegi, ale to było do przewidzenia, musi dobrze płacić, ewentualnie dobrze robi... jajecznice. Mnie by wystarczyły ciastka Oreo. Jestem tania.

W skali jakże to wyrafinowanego krytyka filmowego, jakim jestem ja no to takie 7,00032/10.

A i miałam wygrać koszulkę, ale się nie udało. Polska cebula zgarnęła wszystko.

Zdjęcia, jak za starych czasów.

Pamiętacie, jak kiedyś się robiło zdjęcia? Klisza, wywołanie. Super sprawa. Do dzisiaj mam masę albumów, od dzieciństwa, do jakoś może dwunastego roku życia. Później nadeszła era selfie, dziubków, chujwieczego i masa dziwnych zdjęć obiegła internet. Jednak ja pozostałam przy starej wersji i co kilka miesięcy uwielbiam wywołać sobie zdjęcia. Empik Foto. Możecie zaznaczyć obszar, jaki chcecie, na dodatek program pokazuje, kiedy zdjęcie może wyjść rozmazane itp. Naprawdę polecam już korzystałam kilka razy i jestem bardzo zadowolona. Tanio, szybko i solidnie. Zdjęcia pokaże niebawistym niebawem.


Mój mały wielki projekt.

Ameba umysłowa
Dzięki mojemu wspaniałemu przyjacielowi Karolowi, uda mi się zrobić wielki projekt. Będzie to mała bajeczka, kreskówka. Kompletnie amatorska, w której będziemy podkładali głosy. To może być bardzo fajna sprawa, ponieważ zawsze chciałam zrobić coś takiego. O ile Karol już w zeszłym roku pokazał mi, jak pracuje takie studio, to w tym roku będę mogła spełnić swoje kolejne malutkie marzenie i zrobić swoją własną "animatorską"wersję mojego opowiadania ,,Anioły z ziemi lecą do nieba". Nawet muzykę robimy sami, a to wszystko już w maju/czerwcu ~jaram się jak zielsko.

 Skończony rysunek.

W końcu udało mi się skończyć rysunek mojej koleżanki. A nawet go oprawić. Niestety nie mogłam znaleźć w sklepach antyramy, bo zazwyczaj rysunki, albo oprawiam w specjalny (chuj*wy bo się rwie) papier, albo daje antyrame.
Tym razem pozostało na białej ramce, bo tylko ta była w A5, a nie chciało mi się latać po sklepach. Poszło aż 8 różnych ołówków i rysowałam to w sumie jakieś 5 godzin. No to w sumie na tyle. Zadowolona do końca nie jestem, ale lepiej nie będzie. W końcu wciąż się uczę. Już mam pomysł na nowy obrazek i zaczynam się za niego powoli brać. Nie, to nie będzie Magdalena Gessler.




... no Ameryke odkryła

Kiedy nie stać Cię na siłownie.

No dobra, zostało mi trochę hajsu, ale nowe ubrania same się nie kupią. Co nie? Albo jak ,,mówi" młodzież C'nie? No i mam takie fajne, idealnie pasujące do pokoju ciężarki. Dwa dwu-kilowe i dwie jedno-kilowe. Pewnie się domyślacie, która jaka. Idealnie pasują na komodę, na biurko, czy  na parapecie, komponują się nawet z pustą doniczką. Ładne figurki.

Nowy dział na blogu!

Niebawem pojawi się seria wpisów dotycząca makijażu. Będę robiła tam bardzo wyjątkowo nieudane makijaże, jakie zwykłam robić. Będą to krótkie wpisy, ale myślę, że moja inwencja twórcza nie zawiedzie! Może jakiś pomysł na nazwę?


A na miły koniec wpisu muzyczka!




Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze


sobota, 24 lutego 2018

Kiedy życie wieje nudą... #5


Siemanko!

A historii tego zdjęcia
nie poznacie...
Ostatnio zdziwiła mnie rekordowa ilość komentarzy jak dotychczas na tym blogu, dlatego serdecznie, na początku chciałabym podziękować.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie to czytał,  jest to dla mnie wielkie WOW i dziękuje za komentarze, tym bardziej, że blog wciąż jest w rozbudowie.

,,Moje własne Q&A"

Na moim starym blogu opowiadałam troszkę o tej książce, także i tutaj chciałabym wspomnieć kilkoma słowami o świetnym moim zdaniem dzienniku (jak oficjalnie, jak nie ja). Nie jest to zwyczajny dziennik. Codziennie przez trzy lata odpowiadasz na różne pytanie i patrzysz z perspektywy trzech lat, jak wiele może się w Twoim życiu zmienić.
Dziennik prowadzisz raz dziennie, wprawdzie często zapomina się o wpisach, ale zasadniczo staram się uzupełniać go przynajmniej raz tygodniu. Jest na pewno lepsze niż ,,Zniszcz ten dziennik", który znalazłam praktycznie niezniszczony i wywaliłam dzisiaj na śmietnik bo się kurzył. Gówno, a nie książka. Prowadzę go już drugi rok i zaczynam się zastanawiać, czy nie kupić jeszcze jednego na kolejne 3 lata... czas szybko leci. Czas się wyprowadzić i kupić alternatywę dla kota, czyli spasioną świnkę morską. Pfff... kawie domową przepraszam! Podsumowywywywowując, super jak ktoś ma obsesje na punkcie ulotności czasu, lubi gryzdać, lubi jak coś nie ma większego sensu i wspominać.

Makijaż eksperta. 

Każdy człowiek ma jakieś wady wyglądu zewnętrznego.
Tylko cieniowałam...
Moją, a właściwie jedną z moich, bo rozpisywać się na ten temat nie będę, jest fakt, iż mam jedną brew minimalnie wyżej od drugiej. Właściwie tego aż tak nie widać, ale faktycznie mam dyskomfort, jak ktoś długo patrzy mi w oczy, bo wtedy na pewno rozmyśla o mojej brwi. Nie raz już ktoś mi to mówił, jakbym nie wiedziała. Zasadniczo nie planowałam wstawić flamastrem kresek i ogolić moich brwi... próbowałam je jakoś pogrubić, przyciemnić, zrobić złudzenie optyczne, ale nic nie wyszło i zawsze po moich próbach ktoś dodawał swoje 3 złote (nie grosze, bo nas stać). Także postanowiłam na nową modę, dzięki której moje minimalnie nierówne brwi będą zajebiste do końca życia. Jeszcze nie myślałam, czy tak chodzić do pracy, ale na pewno nikt nie powie mi, że moje brwi są nierówne. Na pewno!


Choroba...

Jednorożcowe papucie
Każdy ją przeżywa różnie. Ja chyba jestem jak typowy facet. Zaczynam widzieć światło, wszystko mnie boli, umieram i widzę Magdę Gessler w różnych odsłonach (nie chcecie wiedzieć jakich), chociaż mam lekko ponad 37 stopni. Marudzę, ale do pracy będę chodziła, póki będę stała. Tak samo z lekarzem. Na szczęście przeszło mi i mogę być sobą, chociaż żałuje, bo moje wielkie zakupy przekładam, przekładam, mam nadzieję, że w środę w końcu odwiedzę tą Galerię Bałtycką, chociaż znając moje szczęście pewnie do tego czasu Niemcy ją przejmą.jednorożcowe kapcie od Przyjaciółki, jakiś dziwny psikacz na gardło, Gripex i kocyki. Kocyki są super. 
W chorobie pomogły mi tony litrów herbatki z cytrynką,

Rysowanko.

Ostatnio nie miałam weny twórczej, ale udało mi się skrócić parę ołówków. Narysowałam Meride Waleczną (niestety oddałam i nie mam zdjęcia) i jestem w trakcie rysowania pewnej Pani. Wiem, że na razie widać gówno (nie obrażając I.), ale mam nadzieję, że rysunek nie pójdzie do kosza i jutro to skończę... no albo na dniach. Przy rysowaniu pomogła mi muzyka. Strasznie mnie pobudza do pracy, a mam w domu kilka płyt, bo zaczynam kolekcje.
Moja mała kolekcja płyt
Muszę sobie kupić jakiś stojak na płyty! Niedługo, bo za 6 dni wychodzi nowy singiel Meghan Trainor i pewnie będzie nowa płytka. Szykuje mamone, bo będzie potrzebna. 

A samochodu dalej nie kupiłam.
Czekam, aż bezdomny mi odda jakiś.
Tylko niech biedak nie umiera od razu...
Kurtyna...

W tym tygodniu niewiele się działo, ze względu na w.w chorobę, ale mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie fajowniejszy.... tak... fajowniejszy!


Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze

#Śmieszki-Beatrycze
















piątek, 19 stycznia 2018

Święta święta i po... serniczku #2

Witam Was wszystkich na małym podsumowaniu grudnia i świąt!

Dwa Bałwany - Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku
Wiem, że bardzo szybko się obudziłam z tym, ale... no zamykają mojego bloga i nie mogłam nawet skończyć notek związanych ze świętami, także pokrótce i na szybko zrobię to tutaj! Jeszcze chciałam dodać, żeby tak do końca nie patrzyć na to, że mój blog wygląda jak gówno, ponieważ bo ja tu się jeszcze nie mogę ogarnąć. W sumie przez całe życie nie mogę się ogarnąć...


Jak minęły mi przygotowania do świąt?

Owa bombka
To jest to, co lubie chyba najbardziej, ponieważ ten czas jest dłuższy, niż całe święta. W tym roku zaplanowałam masę rzeczy, ale chyba tylko 74,53% udało mi się wykonać <aby to obliczyć do PI dodałam masę ciała przeciętnej foki, podzieliłam wszystko na trzy>. Jako kuchenny nieudacznik postanowiłam w tym roku 3mać się z dala od kuchni i stwierdziłam, że zajmę się kupnem jakiś słodkości, słodyczy itepe. Tak czy siak skończyło się na piernikach i tonie cukierków. Zainwestowałam masę kasy w ozdóbki świąteczne. Zastosowałam się do zasady świątecznego fenszuji... na każdy metr musi być coś świątecznego. Także wyobraźcie sobie moją oazę zwaną potocznie kiblem. Pokrótce choinka zeszłoroczna sztuczna i krzywa, nowe bombki na małą starą rozlatującą się choinkę z Ikei, fioletowe renifery ch*j wie po co, metrowa bombka tarasująca wszystko, jakieś debilne coś z Pepco no i oczywiście samorobny wianek...wieniec... na drzwi z tandetnym dzwonkiem. A i zapomniałabym o romantycznej świeczce.

Fotobudka!
Przed świętami odbębniłam przyjazd ciężarówki Coca-Cola w Gdańsku. Ogólem nie polecam, nuda i zimno. Ludzie stojący na końcu kolejki nie wiedzieli po co stoją. Tak czy siak jarmark w Gdańsku na którym byłam naprawdę polecam, bo wyrobili się lepiej niż rok temu. Jak co roku w czapce świętego Mikołaja wyglebałam się na łyżwach, a w pracy zaszczycił mnie Mikołaj i fotobudka, której wcześniej nawet nie używałam. No i zakupy przedświąteczne. Jeśli chodzi o ten aspekt uczcijmy to minutą ciszy ...

Wigilia i Święta...

Karpia nie miałam bo nikt go nie je. Jako ,,atrakcje" wieczoru wymyśliłam, że dam każdemu zdjęcie związane z daną osobą zrobione w 2017 roku. Ogólnie fajna sprawa. Miałam też ciasteczka z wróżbą, które okazały się do kitu, wróżba to dziwna metafora cholera wie czego, a ciastko które zjadłam okazało się być niejadalne. No, ale żyje...

Jeśli chodzi o prezenty głównym akcentem może być słowo ,,kapcie". Nie dość, że na początku grudnia kupiłam sobie nowe, to mam trzy inne teraz. Nie mówię, że źle. Ale nie wiem które zakładać i dostaje obłędu. Dostałam smartwatcha, którego nie ogarniam, pędzle do makijażu, chociaż nie umiem się malować, ciuchy... akurat fajne i inne takie w sumie... fajne. Pierwszy dzień świąt minął nam na grach planszowych i ogólnie z rodzinką, natomiast drugi zaszczycił mnie bycia mamą chrzestną, w sume fajne doświadczenie, bo jeszcze nie miałam okazji.

Psychodeliczna familia... rodzice, siostra, szwagier i psinka!

A po świętach...

Miałam już dość bigosu i schabowego


Jezusie plamy są na obrusie trza je prać.
kurtyna...

I Sylwester. Z bliskimi i hot dogami w cieście. Też są mi bliskie.
Sorki za ilość zdjęć. Cieszcie się, że nie musicie oglądać wszystkich ... jest tu jakiś limit wysyłanych zdjęć?


Na razie to w sumie tyle
Pozdrawiam
Beatrycze
#Śmieszki-Beatrycze





piątek, 12 stycznia 2018

ZAPRASZAM NA BLOG TYPOWEGO ŚWIRA #1

Czołgiem ludzie!

Witam wszystkich szanownych i szanowanych w roku dwatysiąceosiemnastym. Ja czuje się o rok starsza, śniegu nie ma i chyba nie będzie, a choinka zawadza mi w domu i coraz bardziej przeszkadza. A co tam u Was? Bo u mnie... nowy blog...

Nie chciałam zakładać nowego bloga, ale niestety zostałam zmuszona, ponieważ blog.pl przestaje działać, jak mam być szczera nie potrafię się jeszcze tutaj odnaleźć, czuje się jak bułka bez parówki, ale w końcu pisanie to moja pasja. Pięć lat pisałam na blogu foch4ever.blog.pl , z małymi... dużymi przerwami, chciałam wrócić, a tu bach... pisać można do 31 stycznia, bo zamykają knajpę. Myślałam długo gdzie się odnajdę, ale koniec końców stwierdziłam, że spróbuje tu. Mam małe problemy z odnalezieniem się, jeszcze nie ogarniam wielu funkcji, dlatego blog będzie się zmieniał. Na razie wygląda jak mizerna multipla z rdzą, więc proszę wyglądu nie komentować <o ile w ogóle ktokolwiek tu wejdzie>.

O czym będzie blogas?

Pokrótce, bo większość można przeczytać po lewej stronie o tam -> 
Albowiem blog będzie o tym, jak można cieszyć się z każdego dnia, z każdej chwili. I ja mam się nauczyć i Wy. Będzie masa humoru, śmieszków w moim stylu, śmiechu i zero smutania, jak to mówi moja sąsiadka. Wszystko z delikatnym dystansem do siebie i świata, patrzone w różowych okularach. Dla tych co mnie czytali kiedyś dopowiem, że blog będzie podobny do tamtego, ale tym razem będzie przedstawiał moje życie, czyli kiedy chodzę siku, spać, godziny wypróżniania i ewentualne posiłki  szalone życie niespełno 22 latki, wyjazdy, ciekawe przeżycia, trochę sztuki, moich rysunków, śmiesznych wydarzeń z minionych czasów. Nie będzie tu monologu o niespełnionej miłości, o tym co jadłam na obiad <chyba, że będzie to chleb z płatkami> oraz o tym jak wypełnić PIT. Będzie o dziewczynie ze wsi, która robi wszystko i udowodni Wam, że każdy dzień może być wyjątkowy!



Kategorie na blogu:

  •  Śmieszki Beatrycze (typowy wpis, o mnie, o tym co się działo, zbiór zdarzeń z kilku dni)
  •  Ogłoszenia Patafialne (jakaś krótka informacja, konkurs itp.)
  •  Bezmyślnik zakupowy ? (haul zakupowy w formie bardzo humorystycznej)
Na razie wszystko tutaj się zmienia, więc będzie lekki chaos. Tak czy siak mam nadzieję, że się spodoba i zapraszam wszystkich do czytania! Za każdy komentarz odwiedzę Wasz blog i zostawię po sobie ślad! Dawajcie linki bo i ja chcę sobie poczytać Wasze blogasy i zobaczyć, co macie do powiedzenia!

Trzymajmy się mojego ulubionego cytatu:
,,Kochaj siebie, kochaj ludzi... kochaj życie" 

Na razie to w sumie tyle

Pozdrawiam 
Beatrycze